09/02/2015

RECENZJA: Fifty Shades of Grey Inner Goddes balsam do ciała.

Hej! Przed świętami Bożego Narodzenia do Douglasów zawitały kosmetyki  do pielęgnacji ciała z serii Fifty Shades of Grey. W związku z tym iż zbliża się premiera filmu na podstawie książki E.L. James "50 twarzy Grey'a" chciałabym przedstawić Wam jeden z kosmetyków tej serii. Może ktoś się skusi na dodatek tematyczny do biletu na premierę, która odbędzie się w Walentynki?


W skład serii wchodzą następujące produkty: balsam do ciała, żel pod prysznic, masło do ciała oraz zmysłowy olejek do masażu. Na szkoleniu otrzymałam balsam do ciała i to własnie o nim będzie dzisiejszy post.
Z kojącym ekstraktem z aloesu. Zawiera wyłącznie naturalne składniki m.in.: limonkę, jaśmin, drzewo sandałowe, fiołek alpejski, czarny pieprz, ambrę oraz piżmo- dodające pikanterii podczas aplikacji.



Tradycyjnie zaczynam od opakowania. Jest to poręczna nieprzezroczysta, plastikowa butelka z pompką. Uwielbiam balsamy do ciała z pompką! Nawet pod światłem nie widać ile produktu pozostało w butelce, a jest go w niej 350 ml. Szata graficzna odpowiada okładce 3 tomu trylogii, jest ciemna, co zachęci również mężczyzn do stosowania tego kosmetyku. Na opakowaniu znajdziemy opis produktu i jego skład. Kosmetyk jest produkowany w Grecji, a jego dystrybutorem w Polsce jest Kadaco.

Balsam pięknie pachnie. Jest to zapach unisex, będzie odpowiadał zarówno mężczyznom, jak i kobietom, może to właśnie taki kosmetyk, który zaproponujesz swojemu facetowi, którego nie mogłaś przekonać do zwykłych balsamów, które wg niego pachną kobieco? Dzisiaj mój mężczyzna zapytał dlaczego się smaruję jego balsamem, więc on uważa, ze jest to kosmetyk typowo męski. U mnie na skórze wybijają się wszystkie słodkie nuty zapachowe, które posiada ten produkt, czyli drzewo sandałowe i fiolek alpejski, u niego pachnie inaczej, bardziej intensywnie, wyczuwalna jest ambra, czarny pieprz, jaśmin i piżmo. Cała seria pachnie jednakowo, jednakże olejek do masażu zdecydowanie słabiej.

Konsystencję ma bardzo lekką, przypomina mi bardziej emulsję do ciała niż balsam, dzięki czemu bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustego, czy lepkiego filmu na skórze. Jego zapach utrzymuje się kilka godzin na ciele, otula je, jest bardzo "ciepły". Nie roluje się na skórze, nie podrażnia, nawet po goleniu. Jeśli chodzi o nawilżenie to polecam go osobom, które nie mają problemu z przesuszającą się skórą, z mocno wysuszoną sobie nie poradzi, nie pomoże tutaj nawet aplikacja 2 razy dziennie. Polecam go osobom, które chcą delikatnego nawilżenia i pięknego zapachu na skórze. Masło z tej serii jest zdecydowanie bardziej bogate i ma silniejsze właściwości nawilżające.


21 comments:

  1. Naprawdę, nawet balsam mają? :D niedługo wybieram się na film..

    ReplyDelete
    Replies
    1. hah :) tak, moja firma jest dystrybutorem m.in. tej linii :)

      Delete
  2. Ciekawe :) Muszę poszukać u siebie w Douglasie

    ReplyDelete
  3. Ja idę na film, ale balsam czy olejek do masażu to już przesada... Szkoda, że pejczy z logiem Greya nie sprzedają :D

    ReplyDelete
  4. O Jezusicku coz jeszcze wymysla, na film sie of course wybieram :D

    ReplyDelete
  5. Ja na film nie idę i uważam, że ta seria jest przesadą:)

    ReplyDelete
  6. A mnie kusi olejek! :D Chyba jest najbardziej pociągający i erotyczny z całej serii :D

    ReplyDelete
  7. Może ii ja pójdę na ten film;D

    Olejek do masażu na pewno nam by się przydał...;*

    ReplyDelete
  8. nawet nie wiedziałam, że istnieje jakaś seria kosmetyków z tego filmu! :)

    ReplyDelete
  9. czego to już nie wymyślą... ps. na film idę na pewno! :)

    ReplyDelete
  10. O kosmetykach pielęgnacyjnych z serii filmowej jeszcze nie słyszałam, ale ogólnie wokół tego filmu się zebrało sporo takich różnych otytułowanych produktów ;]

    ReplyDelete
  11. muszę wpaść do douglasa i powąchać:)

    ReplyDelete
  12. Przyznam szczerze, że wszystko sygnowane tytułem "porno dla mamusiek" odrzuca mnie dosyć mocno, więc raczej nie wypróbuję ;) Oczywiście nie chodzi mi o tematykę. Mocno się zraziłam do "marki" próbując przeczytać tą "książkę", niestety jest to przykład najniższych lotów literatury,a autor/autorka operuje tak ubogim językiem, że pomimo, iż nie dobrnęłam nawet do połowy szczerze żałuję straconego czasu.
    Więc jak fajne by to nie były kosmetyki, raczej nie wypróbuję ;) ale dobrze wiedzieć, że są niezłe, może wypuszczą je kiedyś z inną nazwą ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziwi mnie Twoja opinia , rozumiem że książka nie przypadła Ci do gustu bo to bo tam to .. Ale dlaczego skreślać coś , cokolwiek ze względu na nazwę ? To jest czysty typ sprzedaży , był popyt na Hannę Montanę to rodzice kupowali wszystko dotyczące tej postaci dla swoich dzieci , nawet nie patrząc na jakość produktu ... Tak samo jest z tym całym Grey'em , kobiety uwielbiają teraz Greya więc trzeba jak najwięcej na nim zarobić ;) A jeśli łączy się to z jakością , jak napisała Asia to jeszcze lepiej !

      Delete
    2. Wychodzę z założenia, że jeśli autor/autorka nie zarobi, to może przestanie płodzić taki shit ;)
      Oczywiście, mówię to z przymrużeniem oka, bo kiepska literatura ma swoich odbiorców jak widać, więc będą kupować wszystko co tym sygnowane- dokładnie tak jak napisałaś. Ja natomiast dla samej zasady nie dokładam grosza do takich rzeczy.

      Delete
  13. O matko, już takie rzeczy wychodzą! :D czuję, że zaleją nas gadżety jak kiedyś... z Hanną montaną :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teraz Violetta jest na topie :)

      Delete
  14. No proszę :) Choć lubię Pana Grey'a,to na takie gadżety raczej się nie skuszę,ale do kina - jak najbardziej pójdę :)

    ReplyDelete
  15. 30zł? Zdzierstwo :P Wąchałam je rok temu w Superdrugu ale nie poczułam się skuszona.

    ReplyDelete