04/03/2015

RECENZJA: Pharmaceris delikatny fluid intensywnie kryjący (01 ivory) vs. fluid antyoksydacyjny z sylimaryną nawilżający (01 ivory).

Cześć! Jakiś czas temu postanowiłam się zgłosić do testowania podkładów marki Pharmaceris. Wybrałam podkłady w tym samym kolorze, jak sobie później przypomniałam jeden z nich wcześniej już miałam, jednak opinia o nim raczej się nie zmieniła, chociaż opakowanie się różni od poprzedniej wersji, ale w tym przypadku jest to zmiana na plus!


Podkłady marki Pharmaceris znajdziemy w aptece, m.in. z tego względu postawiłam im wysoka poprzeczkę do przeskoczenia, ponieważ od dermokosmetyków wymagam znacznie więcej niż od produktów drogeryjnych. Jeśli chodzi o tą markę to jest mi ona dobrze znana, sporo kosmetyków już testowałam i mogę śmiało stwierdzić iż lubię ich produkty.

Fluidy na aptecznej półce znajdują się w kartonikach, które są skromne, idealnie wpisują się w apteczne kosmetyki. Bez problemu możemy rozpoznać, który podkład jest dla jakiej cery ponieważ pod nazwą Pharmaceris mamy kolorowy pasek, który oznacza odpowiednio:
szary - intensywne krycie (DELIKATNY FLUID SPF20 INTENSYWNIE KRYJĄCY),
niebieski - nawilżenie (FLUID ANTYOKSYDACYJNY z sylimaryną SPF20),
zielony - matowienie (FLUID MATUJĄCY zwężający pory SPF 25),
pomarańczowy - krycie i ochrona (FLUID OCHRONNO-KORYGUJĄCY Z NAJWYŻSZĄ OCHRONĄ SPF 50+).


Na kartonikach znajdziemy wszystkie potrzebne informacje na temat produktu, łącznie ze składem, datą ważności itp. Opakowanie właściwe to nieprzezroczysta, plastikowa buteleczka typu air less - najlepsze rozwiązanie ever! Po pierwsze bardzo higieniczne, ponieważ pompka nie zasysa do środka powietrza, przez co nie rozwijają się w środku bakterie, po drugie wykorzystujemy kosmetyk w 100%, nic nie zostaje w środku. Wadą jest nieprzezroczystość opakowania ponieważ kiedyś możemy zostać bez podkładu, pompka najzwyczajniej na świecie po wciśnięciu nie odskoczy w gorę, oznacza to brak kosmetyku. Nic się nie zacina, a na właściwym opakowaniu znajdziemy jedynie najważniejsze informacje.


Zacznę od podkładu, z którym wcześniej miałam już styczność, czyli nawilżającym fluidem antyoksydacyjnym. Jest to kremowy produkt, dosyć gęsty, tłustawy. Nakładany palcami, czy pędzlem typu flat top daje lekkie krycie (palcami), w kierunku średniego (pędzlem). Niestety kolejna warstwa kosmetyku zaczyna być mocno widoczna. Wykończenie jest mokre, należy go zmatowić. Dobrze współpracuje z nakładanym na niego pudrem, jak również z kremami, którymi pielęgnuję swoją twarz. Niestety ciemnieje, co jest widoczne już po 10 minutach od nałożenia, co pokazuję na zdjęciu. W ciągu dnia staje się to jeszcze bardziej widoczne, uwidaczniają się pomarańczowe tony, co w połączeniu ze średnią trwałością i tendencją do znikania w czasie dnia, głównie na brodzie, czole i nosie, co może powodować powstawanie plam na twarzy. Tak więc trwałość nie jest zachwycająca, niestety nie wytrzymuje całego dnia. Nie podrażnia buzi, nie zapycha. Wydajność jest typowa dla podkładów, niewielka jego ilość wystarcza do pokrycia całej twarzy. Cena: ok 40 zł / 30 ml. Posiada filtr SPF 20.


Jeśli chodzi o podkład kryjący już na początku muszę stwierdzić iż jest on zdecydowanie lżejszy od poprzednika. Produkt jest bardziej lejący i niesamowicie zdziwiło mnie jego krycie. Jest bardzo dobre w kierunku mocnego, na niedoskonałości dokładam kolejną warstwę, która się nie odznacza. Duży plus więc za mocne krycie, bez efektu maski. Tutaj wykończenie jest satynowe, w razie potrzeby możemy oczywiście zmatowić buzię, jednak bez tej czynności twarz wygląda bardzo naturalnie. Tutaj nie mamy problemu ciemnienia na twarzy, podkład się nie utlenia w ciągu dnia. Nie zauważyłam też jego zanikania z czasem. Wieczorem miałam równie dobrze zakryte niedoskonałości jak zaraz po nałożeniu. Bałam się, że podkład mocno kryjący może wysuszyć moją twarz, jednak nie zauważyłam nadmiernego przesuszenia mojej buzi podczas używania tego produktu. Dobrze współpracuje z wszystkimi produktami pod makijaż jakich używam, kremy, czy bazy. Nie zauważyłam aby się ważył w ciągu dnia, czy spływał z twarzy. Nie podrażnia,  nie zapycha porów. Wydajność jest typowa dla podkładów, niewielka jego ilość wystarcza do pokrycia całej twarzy. Cena: ok 40 zł / 30 ml. Posiada filtr SPF 20.

Zapraszam Was jeszcze na zestawienie tabelaryczne.

Właściwość / działanie
Delikatny fluid intensywnie kryjący
Fluid antyoksydacyjny z sylimaryną nawilżający
Konsystencja
Bardzo lekka, nie jest wyczuwalny na twarzy
Cięższa niż w przypadku fluidu kryjącego, bardziej bogata, jakby tłustsza.
Kolor
Wybrałam kolor 01 Ivory, który jest odcieniem bez żółtych, czy różowych tonów, neutralny, delikatnie dopasowujący się do mojej cery. Za niedługo jednak będzie dla mnie zbyt jasny.
Wybrałam kolor 01 Ivory, jest ciemniejszy niż 01 wersji kryjącej. Na początku jest to kolor neutralny, jednak niestety ciemnieje, co pokazuję Wam na zdjęciu, wtedy też ujawniają się w nim  pomarańczowe tony. Obecnie więc jest dla mnie troszkę za ciemny, szczególnie, gdy się utleni odcina się od szyi.
Krycie
Efekt krycia możemy stopniować. Pierwsza warstwa daje już bardzo dobre krycie, jednak kosmetyk wtapia się w cerę i nie jest widoczny, kolejne warstwy wzmacniają krycie jednak efekt dalej pozostaje naturalny.
Lekkie w kierunku średniego.
Wykończenie
Półmatowe wykończenie, bardzo naturalne, jeśli lubicie typowy mat to należy go przypudrować.
Należy go przypudrować, ponieważ pozostawia „mokry” efekt na skórze i się świecimy.
Filtr
SPF 20.
SPF 20.
Zapach
Bezzapachowy.
Bezzapachowy.
Dostępne kolory
Niestety dostępne są tylko 3 kolory:
01 Ivory,
02 Sand,
03 Bronze.
Niestety dostępne są tylko 3 kolory:
01 Ivory,
02 Natural,
03 Tanned.
Zachowanie w ciągu dnia
Dobrze współpracuje z kremami do twarzy, nie warzy się w ciągu dnia, nie znika z buzi. Po czasie potrzebne jest jego delikatne przypudrowanie. Nie zatyka porów, nie uczula.
Należy częściej go matowić niż wersję kryjącą, delikatnie znika z twarzy w ciągu dnia, co w połączeniu z jego ciemnieniem może powodować powstawanie plam na twarzy. Nie zatyka porów, nie uczula.


Podsumowując: Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu wersja kryjąca, co z resztą możecie zobaczyć na zestawienie kosmetyków, które zabrałam z sobą na wyjazd do rodziców.


26/02/2015

RECENZJA: SYOSS KERATIN Hair Perfection - szampon i odżywka.

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją szamponu i odzywki marki Syoss. Myślałam, że może tym razem przekonam się do tej marki, jednak kolejny raz się zawiodłam. Jeśli jesteście ciekawe co nie spodobało mi się w tych kosmetykach, to zapraszam Was dalej.


Perfekcja pielęgnacji dla włosów suchych bez energii.

SYOSS KERATIN Hair Perfection, stworzony przy udziale i przetestowany przez fryzjerów, zawiera 80% więcej keratyny*, która wzmacnia włosy podczas każdego mycia. Do 100% regeneracji, miękkość i olśniewający połysk. Dla włosów pięknych jak z salonu.
* w porównaniu do pozostałych szamponów i odżywek Syoss 500ml

SZAMPON KERATIN
Do 100% miękkości i sprężystości.
Wygładza włókna włosów dla 100% olśniewającego blasku pełnego świetlistych refleksów.

Cena: ok. 15 zł / 500 ml 

ODŻYWKA KERATIN
Wygładza włókna włosów dla łatwiejszego rozczesywania i do 100% miękkości.
100% olśniewającego blasku pełnego świetlistych refleksów.

Cena: ok. 15 zł / 500 ml 


Opakowania to pękate butelki o pojemności 500 ml. Szata graficzna typowa do produktów tej marki. Kolory butelek pomagają rozróżnić z daleka, który kosmetyk jest szamponem (brązowy), a który odżywką (biały) i są takiej samej barwy jak produkt. Na opakowaniu znajdziemy opis produktu i skład. Cala seria przyjemnie pachnie, dosyć słodko, intensywnie, zapach utrzymuje się na włosach kilka godzin.


Szampon jest koloru perłowego brązu, ma przyjemną konsystencję, nie przelewa się przez palce, bardzo dobrze się pieni, bez większego problemu wypłuczemy ją z włosów. Nie plącze ich, nie podrażnia skalpu, nie wysusza go. Włosy po myciu łatwo się rozczesują. Szampon usuwa z nich wszelkie zanieczyszczenia. Niestety to by było na tyle dobrych rzeczy. Niestety niesamowicie obciąża moje włosy, zawsze myję je wieczorem i rano po przebudzeniu są oklapnięte, bez życia. Dużo szybciej się przetłuszczają i wymagają kolejnego mycia.


Odżywka jest koloru białego i ma odpowiednią konsystencję, dzięki czemu nie spływa z włosów. Niestety jeszcze bardziej niż szampon obciąża moje włosy, które już po wysuszeniu są oklapnięte, jakby nieumyte. Częściowo udało mi się to zniwelować poprzez nakładanie odżywki na nieumyte włosy i mycie ich później szamponem, jednak nie zawsze mam czas na nałożenie maski na dłuższy czas na włosy, dlatego obecnie zużywam ta odzywkę do golenia nóg.

Jeśli ktoś ma bardzo przesuszone włosy, np. rozjaśnianiem, to ta seria się u niego sprawdzi, jednak dla osób, które tak jak ja myją codziennie włosy, mimo iż nie mają problemu z przetłuszczaniem się włosów, czy tych, które borykają się z ich przetłuszczaniem, nie polecam!

25/02/2015

Konkurs z okazji Dnia Kobiet!

Hej, dzisiaj szybciutko chciałabym zaprosić Was na konkurs na Facebooku, gdzie do wygrania są nagrody ze zdjęcia, zapraszam Was do zapoznania się z Zasadami i Regulaminem.


ZASADY:
1) Zgłoszenia do konkursu tylko na Facebooku - TUTAJ.
2) Polub fan page Joanna bloguje.
3) Polub zdjęcie konkursowe.
4) Udostępnij publicznie zdjęcie konkursowe.
5) Dodatkowy los otrzymasz za obserwację bloga - wpisz w komentarzu nick pod jakim obserwujesz bloga www.asiablog.pl

REGULAMIN:
1) Konkurs trwa do 08.03.2015
2) Zwycięzca zostanie wybrany spomiędzy wszystkich zgłoszeń spełniających ZASADY konkursu.
3) Nagrodami w konkursie są:
- DeBBy pomadka do ust Kiss My Lips 09,
- Seche Vite Top Coat 3,6 ml (mini),
- Seche Clear Base Coat 3,6 ml (mini),
- Maybelline Mega Plush Volum' Express Mascara kolor Very Black,
- Maybelline Colossal Kajal
- DeBBy lakier do paznokci 02 - Disco Fluo Effect (lakier święcący w UV),
- DeBBy róż do policzków 03 (wypiekany),
- L'oreal puder brązujący Glam Bronze
4) Nagrody są nowe, zakupione przez właścicielkę bloga www.asiablog.pl.
5) Wyniki będą podane do 3 dni po zakończeniu konkursu na tablicy fan page. W razie nie podanie adresu do wysyłki w ciągu 3 dni od zakończenia konkursu zostanie wybrany nowy zwycięzca.
6) Serwis Facebook nie jest współorganizatorem konkursu i nie ponosi żadnej odpowiedzialności wobec uczestników konkursu. Konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani przeprowadzany przez serwis Facebook ani z nim związane. Organizator konkursu korzysta z serwisu Facebook do administrowania promocją na własną odpowiedzialność.
7) Niniejszy konkurs nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach losowych i zakładach wzajemnych

24/02/2015

RECENZJA: Sea of Spa - BIO SPA - Oczyszczająca maska błotna do cery tłustej.

Witam Was serdecznie! Dzisiaj chciałabym pokazać Wam ostatni kosmetyk, który otrzymałam od importera kosmetyków Izraelskich marki Sea of Spa - PUH TMB Teresa Wolska. Tym razem będzie to maska błotna, która już dłuższy czas towarzyszy mojej pielęgnacji twarzy.


Błotna maska do twarzy do głębokiego oczyszczenia porów.
Maseczka zawiera dużą ilość kaolinu, który pochłania nadmiar sebum i przywraca normalną aktywność gruczołów łojowych, co znacznie poprawia cerę. Oczyszcza skórę, wygładza nierówności cery, ściąga pory. Przeciwbakteryjne i przeciwzapalne działanie reguluje krążenie krwi. Maska odżywia, wygładza drobne zmarszczki, utrzymuje prawidłową równowagę wilgoci w skórze. Maska wysusza skórę, koi, usuwa zaczerwienienia, nadaje skórze promienny zdrowy wygląd. Maska może być stosowana jako środek na trądzik. Zalecana dla skóry tłustej, mieszanej i normalnej skóry. 

Sposób stosowania: omijając okolice oczu, nałożyć grubą warstwę maski na oczyszczoną skórę twarzy. Pozostawić do dziesięciu minut do absolutnego wyschnięcia maski. Następnie przemyć letnią wodą. Stosować raz lub dwa razy w tygodniu dla skóry tłustej i raz w tygodniu do skóry normalnej.

Cena: 45 zł / 150 ml. Dostępność: TUTAJ.

Maska zamknięta jest w poręcznej tubce, z której bez problemu wydostaniemy produkt. Szata graficzna bardzo mi się podoba, jest przyjemna dla oka i nawiązuje do naturalnych składników zawartych w masce - błota z Morza Martwego i oliwy z oliwek. Należy użyć troszkę więcej siły, aby wycisnąć odpowiednią ilość maski na dłonie. Otwór dozujący jest niewielki, a zamknięcie szczelne. Z tyłu znajduje się oczywiście opis maski w języku polskim, jak również skład, który chciałabym w tym momencie Wam przytoczyć.

Skład: Kaolin, Aqua, Silt (Dead Sea Mineral Mud), Propylene Glycol, Disodium Cocoamphodiacetate, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-30, Olea Europaea (Olive) fruit Oil, Imidazolidinyl Urea, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Parfum, Dunaliella Salina Extract, Tocopheryl Acetate, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone.


Maska jest dosyć gęsta, koloru szaro-zielonego. Najczęściej stosuję ją zaraz po zmyciu makijażu, dokładnym oczyszczeniu buzi. Nakładam ją na jeszcze wilgotną twarz. Nie pozwalam jej zaschnąć. Wszystkie maski tego typu po zaschnięciu będą wysuszać cerę, do tego niekoniecznie chcę dopuścić, ponieważ pomimo zmian trądzikowych moja cera jest o normalnym poziomie nawilżenia. W momencie nakładania maski na suchą buzię i doprowadzenia do jej wyschnięcia działa ona mocno ściągająco. Podczas zmywania wykonuję lekki masaż twarzy ponieważ znajdują się w niej malutkie cząsteczki, dzięki którym mam zapewniony peeling twarzy. Bez większych problemów udaje się ją zmyć z buzi.

Jeśli chodzi o działanie i wywiązywanie się z obietnic producenta to myślę, że najłatwiej skonfrontuję moje odczucia, z tym co napisane jest na stronie importera:
zawiera dużą ilość kaolinu, który pochłania nadmiar sebum i przywraca normalną aktywność gruczołów łojowych, wysusza skórę - na pewno ma silne działanie wysuszające, właśnie dlatego wolę nakładać ją na zwilżoną twarz i nie pozwalam jej zastygnąć na cerze, u mnie nie jest wskazane silne działanie wysuszające, jednak osoby o tłustej cerze będą zadowolone,
oczyszcza skórę - podczas jej używania zauważyłam zmniejszenie ilości pojawiających się niespodzianek, więc zdecydowanie pomaga w oczyszczaniu buzi,
wygładza nierówności cery - nie zauważyłam, aby spłycała blizny potrądzikowe, 
ściąga pory - nie mam mocno widocznych porów, jednak w obrębie nosa są one otwarte, maska skutecznie je domykała,
przeciwbakteryjne i przeciwzapalne działanie reguluje krążenie krwi - ta maska pomagała mi w walce z niedoskonałościami, zapobiegała pojawianiu się nowych, a istniejące szybciej się leczyły,
odżywia - skora była miękka w dotyku,
wygładza drobne zmarszczki - nie zauważyłam działania przeciwzmarszczkowego, jednak nie potrzebuję mocnego odmłodzenia,
utrzymuje prawidłową równowagę wilgoci w skórze - niekoniecznie się z tym zgadzam, jedynie nakładana na wilgotną skórę jej nie wysuszała, więc nie ma mowy o utrzymaniu skory odpowiednio nawilżonej
koi, usuwa zaczerwienienia - jak już wyżej napisałam pomagała w walce ze stanami zapalnymi skóry, więc zdecydowanie koi cerę,
nadaje skórze promienny zdrowy wygląd - cera przestała być ziemista, zmęczona.

Ostatnim czasem używam tylko tej maski i jestem z niej bardzo zadowolona, wiem, że nie ma rewelacyjnego składu, jednak działa i nie podrażnia mojej buzi.


22/02/2015

TECHNICZNIE cz.3: Ikonki społecznościowe, like boxy i inne.

Cześć! To moje 3 podejście do napisania tej notki, blogger chyba bardzo nie chce żebym go dziś opublikowała bo kasuje całą moją pracę i jeszcze w dodatku zapisuje wszystko automatycznie, nie pomaga Ctrl+Z. Może jednak tym razem się uda. Dzisiaj chciałam kontynuować cykl postów technicznych i pokazać Wam jak utworzyć na Waszym blogu ikony społecznościowe, dodać gadżet like boxa, czy wyskakujące okno z Waszym fan page.
Zaczynam od ikonek społecznościowych. Co to jest? To grafika, która przenosi Was na fan page Waszego bloga na Facebooku, czy do profilu na Instagram, bądź pozwala na wysłanie do Was wiadomości za pomocą menadżera poczty. 

Proces tworzenia ikonek społecznościowych zaczynamy od znalezienia odpowiednich grafik, wszystkie powinny być w jednym wymiarze, najlepiej w formacie .png z przezroczystym tłem. Następnie wrzucamy je na jakiś serwer, tak aby każde zdjęcie miało osobny link, ja używam portalu Photobucket, po utworzeniu własnego konta możemy przechowywać tam swoje grafiki i bez problemu uzyskujemy link do konkretnego zdjęcia/obrazu.

Kiedy już mamy załatwioną sprawę grafiki przechodzimy do panelu Bloggera i klikamy:
Układ ⇒ Dodaj gadżet ⇒ HTML/JavaScript i w pole "treść" wpisujemy wg wzoru:
Linijkę:
powtarzamy tyle razy ile jest to konieczne.

Jeśli chcecie, aby ikonka np. z kopertą przenosiła Was do automatycznego tworzenia wiadomości email na Wasz adres (jeśli ktoś ma menadżera poczty) to konieczna jest taka linijka w kodzie:

Oczywiście już szybciutko objaśniam Wam co znaczą konkretne rzeczy w kodzie:
Link_Do_Przekierowania - link, na który zostaniemy przeniesieni po kliknięciu w grafikę,
Nazwa_Ikonki - będzie się wyświetlać po najechaniu na ikonkę myszką, np. "Facebook", "Instagram" itp.
Link_Do_Grafiki - link do grafiki, którą umieściliśmy na serwerze,
Adres_Email - Twój adres email.


Teraz czas na like boxy, są różne rodzaje, najlepiej tworzyć go przez TĄ stronę, mamy tam podgląd wszystkich zmian, które wprowadzamy.

Facebook Page URL - adres do Waszego fan page
Width - szerokość (najlepsza będzie troszkę mniejsza niż szerokość paska bocznego),
Height - wysokość,
Show Friends' Faces - po włączeniu tej funkcji będą wyświetlać się profile osób, które lubią tą stronę,
Show Posts - po włączeniu tej funkcji będą wyświetlać się będą najnowsze posty publikowane na fan page,
Show Header - jeśli włączymy tą opcję będzie się wyświetlał tekst "Znajdź nas na Facebooku",
Show Border - gdy jest włączona ta funkcja mamy ramkę dookoła gadżetu, jeśli ją wyłączymy nie mamy ramki.

Gdy wszystko już nam pasuje klikamy "Get code" i kopiujemy oba kody do schowka. Wchodzimy w panel Bloggera i klikamy Układ ⇒ Dodaj gadżet ⇒ HTML/JavaScript i w pole "treść" wpisujemy całość. Zapisujemy i mamy już wszystko gotowe.
Jeśli chcecie wyskakujące okno to polecam Wam TĄ stronę, gdzie uzyskujemy gotowy kod html, który wklejamy na bloga w sekcji body. Aby to zrobić wchodzimy w panel Bloggera:
Szablon ⇒ Edytuj kod HTML i odszukujemy tam następujący fragment kodu:
przed nim wklejamy otrzymany kod i zapisujemy zmiany.

20/02/2015

W pogoni za ideałem: #3 chirurgiczne leczenie otyłości.

Cześć! Pora na kolejny post z cyklu "w pogoni za ideałem". Dzisiaj będzie o plastyce brzucha i leczeniu otyłości przy pomocy chirurga plastycznego. Co powoduje nadmierną nadwagę? Siedzący tryb życia i związana z nim niska aktywność fizyczna, zła dieta, czy nawyki żywieniowe. Oczywiście walkę zaczynamy od zmian w diecie oraz ćwiczeń, niestety u osób z tzw. otyłością olbrzymią jest to niewystarczające i potrzebny jest zabieg z zakresu chirurgii bariatrycznej.

Otyłość można leczyć za pomocą różnych sposobów. Właściwą metodę wybiera się w zależności od stopnia otyłości oraz oceny ryzyka wystąpienia dodatkowych chorób. Zawsze jednak na początku stosuje się metody zachowawcze, czyli: wprowadzenie odpowiedniej diety, stopniowe zwiększanie aktywności fizycznej, terapia psychologiczna, bądź farmakologiczna. Zazwyczaj takie kuracje kończą się niestety powrotem do wagi początkowej, a czasami również efektami ubocznymi. Leczenie otyłości powinno być prowadzone przez doświadczonych specjalistów z zakresu żywienia oraz dietetyki.


Plikacja żołądka.
Jest to najnowsza technika z zakresu chirurgii bariatrycznej. Zabieg ten ma na celu zmniejszenie pojemności żołądka o 60-80%. Operacja wykonywana jest metodą laparaskopową w znieczuleniu ogólnym. Średni czas trwania zabiegu plikacji żołądka wynosi 40-60 minut. Zabieg polega na mobilizacji lub uwolnieniu żołądka. Chirurg przy użyciu narzędzi laparoskopowych zagłębia krzywiznę większą oraz dno żołądka do wnętrza żołądka i przymocowuje ją w tym miejscu za pomocą niewchłanialnych szwów. Po tym zabiegu zostaję wyłączona hormonalnie czynna część żołądka (dno żołądka). U większości pacjentów w ciągu 12-18 miesięcy następuje zmniejszenie nadmiaru masy ciała o ok. 50-60%. 

Cena: 8500-11000 zł

Balon żołądkowy.
Jest to bardzo dobra alternatywa dla skomplikowanych interwencji chirurgicznych oraz jest coraz bardziej popularny. Przykładem jest zakładany endoskopowo balon żołądkowy nowej generacji Helipsphere BAG, wykonany z syntetycznego materiału pokrytego od wewnątrz cienką warstwą czystego złota. Zabieg trwa ok. 20 in i wykonywany jest w znieczuleniu ogólnym. Za pomocą gastroskopu wprowadzany jest do żołądka i napełniany powietrzem, co pozwala na jego swobodne poruszanie się w żołądku. Zastosowanie obojętnego biologicznie materiału zwiększa trwałość balonu oraz jego odporność na czynniki pracy żołądka. Balon powoduje zmniejszenie objętości żołądka co, wywołuje uczucie sytości, a tym samym prowadzi do ograniczenia przyjmowanych pokarmów, czego następstwem jest redukcja wagi nawet o 20 kilogramów. Zalecany czas leczenia otyłości balonem trwa mniej więcej 6 miesięcy i po tym czasie należy balon usunąć.

Cena: 9000 zł

19/02/2015

RECENZJA: Bielenda - Balsam do ust SOCZYSTA MALINA.

Cześć! Dzisiaj chciałabym pokazać Wam szybciutko balsam do ust marki Bielenda. Jakiś czas temu pisałam o masełku do ust tej firmy i TUTAJ znajdziecie jego recenzję. Tym razem czas na moją opinię o siostrzanym produkcie.


Balsam do ust SOCZYSTA MALINA

Nawilża jak BALSAM. Nadaje kolor jak BŁYSZCZYK. Pachnie jak OWOC.
EFEKT BABY LIPS

Naturalne miękkie usta w delikatnym różowym odcieniu.

Cena: ok 8 zł / 10g


Mamy tutaj do czynienia z małą tubką o pojemności 10g. Dodatkowo zapakowana jest w kartonik, który ma przyjemny dla oka design. Sama tubka jest bardzo miękka, aplikator jest ścięty z dziurką. Niestety naklejki z opakowania bardzo szybko zaczęły się odklejać i w tym momencie nie wygląda to estetycznie. Zakrętka też jest ubrudzona już produktem, nadmiar produktu pozostaje na aplikatorze i wokół gwintu. Na szczęście nie brudzi opakowania zewnętrznego, więc nie zapaskudziła mi kosmetyczki, czy torebki. Jest konsystencji gęstszego błyszczyka, bez drobinek, koloru różowego, na ustach transparentny.

Sam balsam pachnie przepięknie, jak mamba malinowa, nie wyczuwam tutaj mocnych chemicznych nut. Smakuje bardzo delikatnie, lekko słodko, jednak dla mnie jest to produkt bezsmakowy. Moje usta nie należą do tych bardzo jasnych, więc u mnie nie pozostawiał delikatnego różowego koloru, a jedynie mokrą warstwę, która delikatnie nawilżała moje usta. Nie zauważyłam spektakularnych efektów nawilżania, wiec dla osób z bardzo zniszczonymi ustami się nie nada. Nie klei się na ustach, dobrze się na nich rozprowadza, jednak dosyć szybko z nich znika. Bez problemu pomalujemy się nim bez użycia lusterka.


11/02/2015

RECENZJA: DeBBy - lipWEAR pomadka do ust 68 Moulin Rouge.

Cześć! Pozostaję dziś w temacie Walentynek, w związku z tym chciałabym przedstawić Wam tanią i świetna pomadkę marki deBBy. Wiele z Was na pewno szuka idealnej czerwieni, ja w tej się zakochałam, z resztą same zdecydujecie, czy mi pasuje. Poszukiwania czerwonej pomadki zaczęłam od Provoke, kolor cudowny, jednak przesusza moje usta. Później sięgnęłam po "moje" deBBy.


Najmodniejsze kolory w pomadce mini size. Idealny rozmiar, aby zawsze była przy Tobie. Formuła wzbogacona o specjalne polimery gwarantujące ultra lśniący efekt błyszczyka. Łagodzące olejki masła shea zapewniają długotrwałe nawilżenie i ochronę. 

Testowana dermatologicznie.

Cena: 21,99 zł. 
Dostępna jedynie w Super-Pharm, gdzie obecnie (12.02-25.02.2015) trwa na nie promocja i kosztuje jedynie 15,49 zł (rabat 30%), błyszczyki tej firmy są również objęte tą promocją.


Pomadka zamknięta jest w malutkim opakowaniu, które wykonane jest z czarnego plastiku z różowymi wstawkami. Bez problemu wysuniemy i schowamy pomadkę. Uważam, że opakowanie jest dosyć solidne, chociaż skromne, na pewno wytrzyma bliskie spotkanie z podłogą. Zamyka się na klik, dzięki czemu jestem pewna iż nie otworzy się w torebce, czy kosmetyczce. Naklejone są na nim najważniejsze informacje, w tym skład, data ważności (24 miesiące od otwarcia) oraz dane dotyczące dystrybutora. Wszystkie naklejki da się usunąć bez większych problemów i cieszyć się pięknym malutkim opakowaniem mini size. Wagowo jest to standardowa ilość jeśli chodzi o pomadki.

Sama szmineczka jest bardzo kremowa, dobrze napigmentowana, świetnie sunie po ustach. Gdy chcę idealnie obrysowane usta pomagam sobie pędzelkiem, jednak bez większych problemów pomalujemy je samym sztyftem. Pomadka dobrze współpracuje z ustami, dla pogłębienia czerwieni nakładam jej 2 warstwy, po chwili zastyga na mat. Jest to bardzo trwały mat - wytrzymuje całusy (jednak zostawia na całowanej osobie pięknego buziaka), picie, delikatnie się ściera podczas jedzenia, jednak jest to równomierne ścieranie się. Nie jest jej straszny cały dzień mówienia, podczas tej czynności nie migruje na ustach, nie wychodzi poza ich kontur, nie brudzi zębów - to urok wszystkich matów. To co mnie najbardziej cieszy to to, że nie wysusza ust i nie barwi ich trwale. Nie podkreśla suchych skórek. Do usunięcia pomadki wystarczy płyn micelarny (obecnie używam tego różowego z Garnier i radzi sobie bardzo dobrze). Uwielbiam ją i z pewnością na nadchodzącej promocji dokupię 2 pozostałe matowe pomadki tej firmy.

Świeżo nałożona.

Dostępne 3 odcienie matowe: zgaszony róż z brązowymi tonami, mocny neonowy róż oraz opisywana wyżej czerwień. Reszta kolorów to szmineczki kremowe, zarówno z drobinkami jak i bez. Znajdziemy tam nudziaki, piękne róże, 2 czerwienie, fiolety, lawendy, brązy, nawet czerń (dobra opcja na Halloween - jedyna drogeryjna pomadka w tym kolorze).