15.05.2014

RECENZJA: Lidlowa pomadka za grosze - Cien Beauty Lipstick - kolor 24.

Witajcie! Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam kolejną pomadkę z mojej kolekcji. Tym razem jest to szminka zakupiona w Lidlu, za zawrotne 5,99 zł. Kolor pomadki to nr 24 - na szczęście napisałam to na Facebooku, ponieważ nie mam jej obecnie przy sobie.
Opakowanie jest plastikowe, troszkę tandetne, ale też nie oczekiwałam super opakowania za taką cenę. Czarny świecący plastik, nazwa marki i kosmetyku. Do tego przezroczystość na środku, gdzie dokładnie widać jaki kolor bierzemy. Na szczęście zapakowano ją dodatkowo w folię - byłam więc pewna, że dostaję nowy kosmetyk. Opakowanie nie jest super solidne, boję się, że gdy upadnie to się rozleci. Szminka wysuwa się bez problemu. Zamykanie na klik, jednak mam wrażenie, że niezbyt mocny - nie zdarzyło się jeszcze, aby sama się otworzyła w torebce, czy kosmetyczce, ale jest to możliwe, gdy będziemy często jej używać i się "wyrobi".

Jeśli chodzi o samą pomadkę to cudów się nie spodziewałam i byłam pozytywnie zaskoczona. Szminka pachnie delikatnie - bałam się zapachu takich jakie miały mazidła do ust mojej mamy (jak ja byłam mała). Sztyft jest twardy, nie musimy się bać o to, że się złamie.
Kolor jaki posiadam to nr 24 i jest to piękna fuksja, bezdrobinkowa. Nie ma tępej konsystencji. Pierwsza warstwa jest pół transparentna, aby uzyskać większe krycie należy nałożyć kolejną warstwę - na zdjęciach pokazuję efekt po nałożeniu 2 warstw. Pomadka nie wysusza ust. Nie daje też na nich efektu tafli. Barwnik barwi usta, dzięki czemu nie zjada się ona tak szybko z ust. Pokrywa je jednolitą warstwą koloru. Może delikatnie podkreślać suche skórki, ale jest to często spotykane przy pomadkach o takich kolorach. Nie znika z ust podczas mówienia, nie wytrzyma jednak próby jedzenia i picia, chociaż jak pisałam wcześniej, barwi usta, wiec nie pozbędziemy się jej całkowicie z warg. Podczas spożywania posiłków i napoi zjada się równomiernie. Nie zbiera się w załamaniach. Ładnie wygląda na ustach przez około 2 godziny, później lubię ją poprawić. Nawet gdyby się trzymała godzinkę to byłabym zadowolona ponieważ jest to pomadka za grosze.

Oczywiście do pomalowania nią ust potrzebne jest nam lusterko, jednak ze względy na zbita konsystencję nie potrzebny jest pędzelek, bez problemu damy radę pomalować usta sztyftem. 

14.05.2014

Przegląd nowości: KWIECIEŃ 2014 + konkurs

Witajcie! Już prawie połowa maja, a ja dopiero przybywam do Was z nowościami minionego miesiąca, ale to właśnie dziś mam ochotę na luźną notkę kosmetyczną i nie tylko.

Zaczynam od części kosmetycznej. Kupiłam farbę Syoss. Dałam jej kolejną szansę i znowu mnie zawiodła. Denerwuje mnie to, że 3 tygodnie po farbowaniu piana podczas mycia włosów była dalej kolorowa, a myje włosy codziennie. Syoss ok 18 zł.
Następnie otrzymałam w ramach współpracy z Paese lakierowego PaeseBoxa, który był rozlosowany na Facebooku. Pokazywałam Wam go TUTAJ. Obecnie dostępna jest wersja z kosmetykami do makijażu - TUTAJ oferta wysyłkowa, a TUTAJ box dostępny na stoiskach Paese.
Następnie wybrałam się do Natury i zakupiłam kilka rzeczy: Hean, peeling cukrowy do ciała limonka & żeń-szeń (miałam i polubiłam) 5,29 zł / 200 ml. Essence pędzelek do eyelinera (w końcu będę miała osobny pędzelek do brwi, a inny do kresek) 6,49 zł. Soraya make up HD (bardzo go lubię) 13,99 zł (w regularnej cenie kosztuje ok 19 zł).
Kilka dni później wybrałam się do Rossmanna uzupełnić zapasy kosmetyczne i wybrałam: Mydła z firmy Biały Jeleń - raczej będę je używać do mycia twarzy, ale na ciele też je przetestuję - 4,99 zł (szt. 100g). Alterra olejek do masażu migdały i papaja - chcę sprawdzić jak będzie się sprawował przy olejowaniu i jako dodatek do masek -14,99 zł (100 ml). Facelle Sensitive płyn do higieny intymnej w piance 2,99 zł (150 ml).
W połowie miesiąca otrzymałam 2 paczuszki. jedna to była przesyłka od firmy Futurosa - w ofercie maja kosmetyki marki LaRosa. Tutaj znalazły się cienie mineralne do powiek (6 szt.) - TUTAJ pokazuję je z bliska. Podkład mineralny i bronzer oraz 5 pędzli.
Druga paczuszka to miesięczny zapas Beauty Collagen Drink od Gesha Beauty - pisałam o nim TUTAJ. Do jutra trwa konkurs .
A teraz czas na zakupy niekosmetyczne, czyli buty. Szpilki zobaczycie TUTAJ.
Na Facebooku trwa do jutra do 23.59 konkurs, gdzie główna nagrodą jest 30dniowa kuracja Gesha Beauty, dziś dowiedziałam się, że dodatkowo mam rozlosować 3 zestawy 10dniowe. Wiec zapraszam Was do konkursu! TUTAJ.

11.05.2014

RECENZJA: Sea of SPA - Masło do ciała wanilia & paczula.

Witajcie! Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam kolejny kosmetyk z Izraela (producentem jest Sea of Spa Belle Mud & Salt Ltd. Izrael, a oficjalnym importerem na terenie Polski PUH „TMB”). Tym razem notka dotyczy masła do ciała o bardzo specyficznym zapachu. Jeśli jesteście ciekawi mojego zdania odnośnie tego produktu to zapraszam do dzisiejszej notki.

Masło o aksamitnej konsystencji wzbogacone m. in. o minerały z Morza Martwego, wyciągi z masła shea, olejku migdałowego i olejku z awokado oraz ekstrakt z wodorostów Dunaliella zaraz po zastosowaniu pozostawia skórę jedwabiście gładką i napiętą.    Doskonale regeneruje bardzo wysuszoną skórę odżywiając ją i głęboko nawilżając.


Sposób użycia:  wsmarować w dobrze wysuszoną powierzchnię skóry kolistymi ruchami aż do całkowitego wchłonięcia.


Cena: 47 zł /350 ml

Masło znajduje się w kwadratowym plastikowym opakowaniu. Lubię takie rozwiązanie jeśli chodzi o ten typ kosmetyku, bez problemu wykorzystamy cały produkt. Opakowanie wygląda estetycznie. Dodatkowo przed pierwszym użyciem był zabezpieczony folią pod zakrętką. Jestem zatem pewna, że dostałam świeży produkt.

Masło ma bardzo przyjemną aksamitną konsystencję, którą świetnie rozprowadza się na ciele. W żadnym wypadku nie jest tępe, ani zbyt zbite. Śnieżnobiałe. Zapach nie każdemu będzie pasował. Jest bardzo mocny, duszący, wyrazisty. Ma mało wspólnego z wanilią. Po około godzinie ulatnia się i pozostaje na skórze jedynie delikatna waniliowa nuta, którą przesiąkają również ubrania.

Produkt bardzo dobrze się wchłania. Pozostawia skórę przyjemnie nawilżoną. Bez tłustego, ani lepkiego filmu. Skóra jest delikatnie mokra, jednak po 10 minutach to uczucie znika. Podczas regularnego używania skóra widocznie się wygładziła, nie jest jej też potrzebne codzienne nawilżanie - nie zeszła mi skóra po solarium (byłam 2 razy, wiem, ze jest to ble, ale no, moja decyzja, moje ciało, moje wybory) co jest bardzo dużym plusem tego kosmetyku. Skóra jest bardzo miła w dotyku, problem suchych łokci minął. Zawsze najwięcej troski musiałam poświęcić moim łydkom, ponieważ były często przesuszone. Teraz jest wszystko z nimi w porządku i mogę biegać w spódniczkach i sukienkach. Nie podrażnia, nie uczula. Nie zapchał skóry i nie spowodował wysypu żadnych niespodzianek na ciele.

Kosmetyk jest bardzo wydajny, ponieważ po miesiącu używania zużyłam 1/3 opakowania. Jest to spowodowane tym, że na prawdę niewielka ilość produktu wystarcza na pokrycie całego mojego ciała. Jeśli rozłożymy koszt prawie pięciu dyszek na 3 miesiące to nie wygląda to tak tragicznie. Zapach może Wam nie odpowiadać - jedni będą go  kochać, inni nienawidzić.
Ten produkt otrzymałam w ramach współpracy z firmą PUH TMB bezpośrednim importerem kosmetyków marki Sea Of SPAjednak nie wpływa to na moją ocenę produktu i przedstawia moje obiektywne zdanie na temat kosmetyku - jednak każdy ma inną skórę więc możecie mieć odmienne zdanie na jego temat.
Bardzo dziękuję firmie Sea Of SPA za udostępnienie mi tego produktu do testów.

10.05.2014

RECENZJA: Celia Pomadka Nude 602

Witajcie! Dzisiejszy post to kolejna pomadka z mojej kolekcji. Tą dostałam od mojej B. na naszym małym przedświątecznym spotkaniu. Ania zapytała co chce i powiedziałam od razu, że mam ochotę na zachwalane pomadko-błyszczyki z Celia, nie wiedziałam jaki kolor będzie dla mnie odpowiedni, jednak B. dała radę i wybrała kolor 602.


Łączy najlepsze zalety pomadki i błyszczyka. Nadaje ustom półtransparentny efekt i subtelny kolor. Posiada właściwości nawilżające i apetyczny winogronowy zapach. Dostępna w 6 kolorach utrzymanych w jasnej tonacji różu, beżu i brzoskwini. 


Skład: Isocetyl Stearoyl Stearate, VP/Hexadecene Copolymer, Polybutene, Microcrystallina Cera, Caprylic/Capric Triglyceride, Ricinus Communis Seed Oil, Candelilla Cera, C30-45 Alkyl Methicone, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Propylparaben, BHA, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, +/- [Titanum Dioxide, CI 15850, CI 15985, CI 16035, CI 17200, CI 19140, CI 45410, CI 77491, CI 77492, CI 77499]. 

Cena: ok 10zł / 6g
Pomadka zamknięta jest w eleganckim opakowaniu z beżowego satynowego metalu, z dodatkiem świecącego złota. Nazwa firmy ukazuje się nam po otwarciu kosmetyku. Zauważyłam jednak, że delikatnie się niszczy. Zamykanie jest na klik, więc nie musimy się bać, że pomadka się otworzy w torebce, czy w kosmetyczce. Wysuwanie działa bez zarzutu, nic się nie zacina. Dodatkowo zapakowana była z ładny kartonik z wszystkimi informacjami o produkcie.

Pomadka, którą posiadam jest bezdrobinkowa. Kolor określiłabym jako beżowo-brzoskwiniowy z nutą różu - ta nuta ujawnia się kiedy jestem bardziej opalona. Jeśli chodzi o zapach to dla nie jest on dziwny - faktycznie czuć winogrona, ale sfermentowane, taki zapach roznosił się w kuchni podczas robienia domowego wina. Nie podoba mi się. Jednak po pomalowaniu nią ust jest dla mnie niewyczuwalny.

Szminka świetnie nawilża usta. Nie jest w pełni kryjąca, aby dobrze kryła są potrzebne 2 warstwy. Nadaje ustom piękny połysk, efekt mokrych ust. Niestety szybko się ściera z ust. Podczas jedzenia i picie znika całkowicie. Czasami zbiera się w załamaniach ust. Na szczęście znika równomiernie. Aby przedłużyć jej trwałość polecam delikatne jej przypudrowanie i nałożenie kolejnej warstwy.

Pomimo minusów bardzo ją lubię i często jest w mojej torebce. Jej nakładanie jest bezproblemowe - nie jest nam potrzebne lusterko, aby ładnie ją nałożyć na usta.
Niestety z tego co wiem to kosmetyki tej marki są ciężko dostępne. Mam to szczęście, że w sieci Drogerie Polskie (Katon II w Gliwicach) mamy pełny dostęp do oferty marki Celia. Po ostatniej wizycie zaciekawiły mnie kredki do ust. W drogerii zapłaciłam 9,60 zł (kupowałam ją ostatnio jednej z czytelniczek, która wygrała konkurs, po moim pytaniu jakie kosmetyki ją interesują napisała, że szuka szminki nude). Mona też zakupić ją na stronie internetowej producenta TUTAJ.

Jeśli lubicie czytać o pomadkach to postaram się częściej zamieszczać takie posty. Dotarła do mnie paczuszka z BornPrettyStore ze szminką do testów. A w związku z promocją w Rossmannie upolowałam 3 nowe mazidła do ust - 2 błyszczyki (Apocalips  w kolorze Apocalyptic, Manhattan Colour Splas Liquid Lip Tint w kolorze 64M Berlin Berry) oraz pomadkę (Rimmel Moisture Renew Lipstick w kolorze 360 As You Want Victoria). A jak Wasze łupy Rossmannowskie podczas 3 tygodni promocji -49%?

8.05.2014

DENKO: kwiecień 2014.

Witajcie! Przez pewien czas znowu nie pisałam, więc czas nadrobić zaległości. Dzisiaj będzie projekt denko. Dajcie koniecznie znać jak wyglądają Wasze zużycia w minionym miesiącu. U mnie raczej skromnie, mam nadzieję, że w kolejnym miesiącu będzie lepiej.
1. Syoss - Farba do włosów, kolor 1-1 czerń.
Dałam kolejną szansę farbom z Syoss i znowu sę zawiodłam. Po pierwsze kolor szybko zaczął sie wypłukiwać. Od samego farbowania przez prawie miesiąc codziennego mycia piana z szamponu za każdym razem była zabarwiona farbą. Mam wrażenie też, że wysuszyła moje włosy. Wracam do Casting Gloss L'oreala

Recenzja: brak.
Czy kupię ponownie? NIE.

2. Listerine - Stay White - Płyn do płukania jamy ustnej.
Zdecydowanie jestem zwolenniczką płynów do płukania jamy ustnej tej właśnie firmy. Bardzo dobrze odświeżają oddech, na dłużej niż samo szczotkowanie zębów.

Recenzja: brak.
Czy kupię ponownie? TAK.

3. Lirene - Balsam z mango.
Poprawny balsam dla osób, które nie borykają się z suchą skórą. Pięknie pachnie, nie pozostawia żadnej warstwy na ciele. Zapach utrzymuje się długo.

Recenzja: TUTAJ.
Czy kupię ponownie? NIE WIEM.

4. Finale - Żel pod prysznic o zapachu liczi i żurawiny.
Fajny żel pod prysznic za bardzo niewielką cenę. Dobrze się pieni, ładnie (słodko) pachnie. Zapach nie utrzymuje się na ciele. Nie wysusza, nie podrażnia. Przyjemnie mi się go używało, fajny w momencie kiedy mamy małe zasoby pieniężne i chcemy zaoszczędzić, bo zadanie swoje spełnia, nie robi nam nic złego.

Recenzja: brak.
Czy kupię ponownie? TAK.

5. Facelle - Płyn do higieny intymnej Sensitive.
Produkt analogiczny do wersji Fresh. Wielozadaniowy produkt, który przypadł mi bardzo do gustu! Jak jechałam do domu to wystarczał mi jako: płyn do higieny intymne, żel pod prysznic, żel do mycia twarzy i jako szampon. We wszystkich tych funkcjach bardzo dobrze się sprawdzał!

Recenzja: TUTAJ.
Czy kupię ponownie? TAK.

6. Original Source - Chocolate & Mint.
Przyjemny płyn do kąpieli o zapachu miętowych czekoladek, które uwielbiam! Nie pienił się jakoś super, znacznie pomagała mu w tym gąbka. Zapach niestety umilał mi tylko kąpiel, nie pozostawał na ciele. Nie wysuszał, nie podrażniał, dobrze mył. Będzie się fajnie sprawdzał w okresie letnim, bo dawał bardzi przyjemne uczucie orzeźwienia i delikatnie chłodził.

Recenzja: brak.
Czy kupię ponownie? TAK.

7. Maska Latte.
O tym produkcie za niedługo pojawi się notka na blogu. Więc nie zdradzam Wam co o niej sądzę.

Recenzja: brak.
Czy kupię ponownie? NIE WIEM.

8. Bingo Spa - szampon bez SLES/SLS z olejem arganowym.
Jeśli chodzi o ten produkt to mam mieszane uczucia. Z jednej strony świetnie oczyszczał włosy, ale z drugiej je wysuszał, nie nadawał się do codziennego używania. Fajny do zmywania olei, jednak plącze niesamowicie włosy.

Recenzja: TUTAJ.
Czy kupię ponownie? NIE.

9. Under Twenty - płyn micelarny o działaniu antybakteryjnym.
Płyn micelarny, którego nie można używać do zmywania makijażu oczu? No niestety ten produkt mnie pod tym względem zawiódł. Powiedziałabym, że jest to tonik. Poprawny tonik. Cudów nam z buzią nie zrobi.

Recenzja: TUTAJ.
Czy kupię ponownie? NIE WIEM.

10. Bingo Spa - Brzoskwiniowe masło do ciała.
Nie jest to kosmetyk idealny. Nie ma super właściwości nawilżających. Nadaje się w okresach kiedy skóra nie wymaga wzmożonego nawilżania, jednak z bardzo przesuszoną skórą nie da rady - chyba,  ze będziemy go używać minimum 2 razy dziennie.

Recenzja: TUTAJ.
Czy kupię ponownie? NIE WIEM.

11. SEA of SPA - Aromatyczny olejek z peelingiem.
Na początku moja przygoda z tym kosmetykiem była bolesna, jednak później okazał się przyjemnym produktem, dobrym zdzierakiem, który dzięki frakcji olejowej przyjemnie nawilżał ciało.

Recenzja: TUTAJ.
Czy kupię ponownie? NIE WIEM.

12. Dr Irena Eris - NORMAMAT krem-nektar nawilżająco-matujący na dzień.
O tym produkcie na pewno pojawi się notka. Więc nie będę na razie Wam zdradzać moich odczuć co do tego produktu.

Recenzja: brak.
Czy kupię ponownie? NIE WIEM.

13. Giorgio Armani -  Acqua di Gioia.
Piękny, świeży, idealny na lato. Jak dla mnie ideał. Długo utrzymuje się na ciele, czy na ubraniach. Bardzo go lubię i z wielką chęcią wrócę do niego.

Recenzja: brak.
Czy kupię ponownie? TAK.

14. Bielenda  Ideal Skin - Maseczka antybakteryjna z glinką zieloną.
O tej masce pisałam bardzo dawno. Notka jest bardzo krótka. Kosmetyk zalegał w szafce z kosmetykami. Termin przydatności minął jakiś czas temu, więc postawiłam się go pozbyć. Maska pachnie charakterystycznie, ale nie jest to nieprzyjemny zapach. Może podrażnić, czy piec podczas aplikacji. Pamiętajcie, że jest to produkt do użytku profesjonalnego! Dobrze radził sobie z wszelkimi zmianami skórnymi jakimi były zaskórniki, pryszcze, czy wągry.

Recenzja: TUTAJ.
Czy kupię ponownie? NIE WIEM.

15. Opakowania po płatkach kosmetycznych.

Recenzja: brak.
Czy kupię ponownie? TAK.

A jak Wasze zużycia? Możecie śmiało podsyłać linki :)

3.05.2014

Kosmetyczne MUST HAVE - kolorówka.

Witajcie! Korzystając z okazji, że jestem u rodziców to pokażę Wam co muszę mieć w swojej kosmetyczce z kolorówką kiedy gdzieś wyjeżdżam. Uważam, że jest to mały zestaw (no może za wyjątkiem pędzli, ale lubię mieć wybór, a nigdy nie wiem jaki makijaż oczu wymyślę). Dzisiejsze zdjęcia są robione telefonem, ale mam nadzieje, że nie jest aż tak tragicznie. Jeśli o którymś z produktów pisałam na blogu to jest podlinkowany.
1. Twarz:
Podstawą makijażu twarzy jest u mnie podkład. Tutaj widzicie 2 fluidy ponieważ ten Lirene używałam dopiero 2 razy i nie wiem jak się sprawdzi, a Under Twenty już jakiś czas testuję i mi odpowiada. Korektor pod oczy to dla mnie nowość, ale sięgnęłam po niego ponieważ kosztował grosze w Biedronce, jestem w trakcie jego testowania. Na podkład zawsze nakładam cienką warstwę pudru, moim ulubieńcem jest puder MaxFactora, który również dorwałam w Biedronce. Następnie czas na konturowanie twarzy i do tego niezbędny jest bronzer Catrice, który lubię za to, że jest matowy i nie ma w sobie pomarańczowych tonów. A na policzki nakładam róż Sleeka, który dostałam od Kawaii Maniac - jest świetny, kolor bardzo ładny i jest trwały.

2. Oczy
Jeśli chodzi o oczy to stawiam na niezastąpioną paletę Sleeka Au Naturel. Do tego dwie kredki - czarna z Avonu i piękne złotko Mary Kay. Tą ostatnią często używam na całą powiekę, pod cień, niesamowicie "wyciąga" ciepłe tony z cieni do powiek. Nie biorę z sobą eyelinera bo całkowicie wystarcza mi Duraline, dzięki któremu mogę wyczarować kreskę w dowolnym kolorze. Gdy chodzi o tusz do rzęs to zawsze biorę ten, który akurat używam, więc tym razem jest to tusz Mary Kay. Do ust biorę jedynie pomadki ochronne.

3. Pędzle:
Pędzli biorę zawsze dużo. Moją nową miłością jest flat top od LaRosa do podkładu, z tej samej firmy używam pędzla do pudru. Do bronzera używam pędzla LaRosa, a do różu ściętego pędzelka LancrOne. Zabrałam też pędzelek do korektora LancrOne - nim nakładam grubszą warstwę fluidu na niedoskonałości.
Druga część pędzli to pędzle do oczu, są tutaj pędzle firm: LancrOne, Hakuro, Essence. Oprócz tego pęseta i spiralka do brwi. W końcu mam osobne pędzle do brwi i do kresek.

Jestem ciekawa jakie są Wasze typy na wyjazd jeśli chodzi o kolorówkę? Co koniecznie musicie z sobą zabrać?

2.05.2014

RECENZJA: ORIENTANA - Olejek do twarzy Róża Japońska i Szafran.

Witajcie! Długo zabierałam się za pisanie tej notki. Często zmieniałam pielęgnację wieczorną, miałam mieszane uczucia co do tego produktu i myślę, że czas w końcu się podzielić opinią, ponieważ od ponad 2 miesięcy regularnie zaczęłam używać tego olejku - codziennie wieczorem po demakijażu i tonizacji buzi wmasowywałam niewielką jego ilość w twarz, czasami również używałam go w dzień, gdy nie wychodziłam nigdzie, lub gdy w planach miałam jedynie wizytę w sklepie spożywczym - innymi słowy wtedy, gdy nie musiałam nakładać makijażu.


Połączenie naturalnych olejków roślinnych według tradycyjnej receptury ajurwedyjskiej. Olejek doskonale zastępuje kremy do twarzy, działa odżywczo i odmładzająco. Może być również stosowany jako naturalny kosmetyk do demakijażu i oczyszczania skóry gdyż gruntownie czyści skórę.
Do cery suchej, wymagającej ożywienia
Olejek z róży to bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, które odżywiają skórę i utrzymują  jej optymalne  nawilżenie. Charakteryzuje się dużą zawartością witaminy A, która intensywnie i naturalnie regeneruje skórę. Szafran to jeden z najsilniejszych antyutleniaczy od tysięcy lat zanany  w Azji jako środek przeciwko starzeniu neutralizujący działanie wolnych rodników, a wszystko dzięki zawartych w nim dwóch aktywnych środków:  safranalu i krocynie.
DZIAŁANIE:
- odżywia i odmładza skórę
- nadaje młodzieńczy blask
- nawilża
- regeneruje skórę
SKŁAD:
Pełny skład: olej z ziaren słonecznika, olej sezamowy, olej z oliwek, olej migdałowy, olej jojoba, olej z pestek moreli, olej z kiełków pszenicy, olejek z róży, ekstrakt z szafranu, wit E.

Pełny opis TUTAJ. Cena 19 zł. Dostępność: http://www.orientana.pl/gdzie-kupic/ 

Produkt zamknięty jest w malutkiej buteleczce o pojemności 55 ml. Zamykana jest ona na klik, a otwór dozujący jest mały, co pozwala na dokładne dozowanie kosmetyku, który ma konsystencję olejku i pachnie bardzo intensywnie, głównie wyczuwalny jest zapach róży - ciężki, ale przyjemny, który na początku mi przeszkadzał, jednak później się do niego przyzwyczaiłam.

Jeśli chodzi o aplikację, to bardzo mała ilość (2-3 krople) wystarczą na pokrycie twarzy, dodatkowe 2 kropelki potrzebne są, gdy chcemy pokryć olejkiem również szyję. Kosmetyk słabo się wchłania, pozostawia buzię śliską, dlatego zalecam upięcie włosów przed aplikacją, chyba, że chcecie mieć włosy w oliwce. Po około 3h dopiero buzia wchłania całość produktu i wtedy można zauważyć, że produkt przyjemnie ją nawilża.

Używałam tego olejku na 2 sposoby:
1) Do zmywania makijażu - wykorzystywałam wtedy gumowy czyścik, o którym za niedługo, i wykonywałam masaż twarzy, następnie zbierałam olejek wraz z zanieczyszczeniami suchą chusteczką lub ręcznikiem papierowym. Buzia była fajnie oczyszczona, nawilżona, a gumowe coś pomagało usunąć suche skórki. W tym wypadku używałam jednak więcej produktu niż podczas zwykłego smarowania buzi. Po takim zabiegu nakładałam na twarz odrobinę olejku lub używałam innego kosmetyku, ponieważ zebranie chusteczką produktu powodowało, że buzia nie była tak odżywiona jak podczas nakładania go na oczyszczoną wcześniej twarz.
2) Jako krem/serum - po dokładnym oczyszczeniu buzi nakładałam na twarz. Jak wyżej pisałam produkt wchłania się wolno i pozostawia na buzi powłokę typową dla oliwek: śliską, troszkę lepiącą, twarz się świeci, po około 3h wchłania się.
Teraz czas na najważniejsze czyli na działanie: tutaj mam mieszane uczucia ponieważ kosmetyk świetnie nawilża, pomaga nam pozbyć się suchych skórek, jednak zdarzyło mi się kilkukrotnie, że mnie podrażnił, buzia bardzo mnie piekła, a później była zaczerwieniona, właśnie przez to nie mogłam wyrobić sobie o nim jednoznacznej opinii. Oczywiście omijałam okolice oczu podczas aplikacji - tylko za pierwszym razem popełniłam ten błąd - oczy niesamowicie łzawiły, były zamglone, a gdy przestały łzawić były czerwone. Nigdzie nie jest napisane, aby omijać okolice oczu - zaryzykowałam, teraz żałuję. Na szczęście kosmetyk nie spowodował wysypu niespodzianek, czego się najbardziej bałam, ponieważ nie byłam przekonana do pielęgnacji cery oliwką. 

Jak już pisałam kosmetyk fajnie nawilża buzię, staje się ona miękka i aksamitna. Nadaje się jedynie na noc, makijaż wykonany na nim spływa z twarzy. Nie zauważyłam żeby buzia wyglądała na mniej zmęczoną. Dyskwalifikuje go to pieczenie twarzy, jeśli jeszcze raz się mi to przydarzy to przestanę go używać i może będę stosować go do włosów, ze względu na naturalnie olejki w nim zawarte.

Ten produkt otrzymałam w ramach współpracy z firmą Orientana jednak nie wpływa to na moją ocenę produktu i przedstawia moje obiektywne zdanie na temat kosmetyku - jednak każdy ma inną skórę więc możecie mieć odmienne zdanie na jego temat.
Bardzo dziękuję firmie Orientana za udostępnienie mi tego produktu do testów.

1.05.2014

RECENZJA: Pollena Ostrzeszów - Biały Jeleń - Żel do mycia twarzy z oczarem wirginijskim.

Witajcie! Jakiś czas temu otrzymałam od portalu Super Koszyk voucher na zakupy o wartości 50 zł, co wybrałam możecie zobaczyć w TYM poście. Pierwszym produktem, który zaczęłam używać był żel do mycia twarzy przeznaczony do cery tłustej i trądzikowej, ze skłonnością do alergii.




Hipoalergiczny żel do mycia twarzy Biały Jeleń z oczarem wirginijskim przeznaczony jest do oczyszczania skóry tłustej 

ze skłonnością do trądziku. Delikatnie usuwa nadmierną warstwę lipidową skóry nie wysuszając jej oraz zapobiega rozwojowi bakterii. 
Przy regularnym stosowaniu zmniejsza łojotok oraz skłonność do powstawania wykwitów.

Skóra jest idealnie oczyszczona, gładka i świeża przez cały dzień.

Produkt przebadany dermatologicznie wśród osób z alergiami skórnymi.

Składniki:
• AC.NETTM – związek kwasu oleinowego i NDGA
- kwas oleinowy - zwalczający nadmierny łojotok, 
- NDGA - regulujący wzrost komórek, zmniejszający nadmierne rogowacenie i stany zapalne skóry;
• ksylitol i laktitol - składniki utrzymujące prawidłową równowagę ekosystemu mikroflory skóry; 
• ekstrakt z oczaru wirginijskiego - działający delikatnie ściągająco i dezynfekująco.


Żel zamknięty jest w małym, zgrabnym plastikowym opakowaniu o pojemności 200 ml. Szata graficzna przyjemna  dla oka, wygodne otwieranie na klik - w żelach do mycia twarzy jest to fajne rozwiązanie, szybkie, nie musimy męczyć się z odkręcaniem buteleczki. Na odwrocie są zamieszczone wszystkie potrzebne informacje o produkcie.

Sam kosmetyk jest przezroczysty, niebieskiego koloru, pachnie delikatnie, przyjemnie, zapach ten zdecydowanie umila mycie nim twarzy. Jednak przy produkcie hipoalergicznym spodziewałam się braku zapachu. Delikatnie się pieni, co pomaga w dokładnym oczyszczeniu cery. Przez ponad 2 miesiące używałam go codziennie wieczorem oraz czasami w ciągu dnia, po tym czasie zostało jeszcze 1/4 zawartości opakowania, więc jest to produkt dosyć wydajny. Myślę, że gdybym korzystała z niego 2 razy dziennie wystarczyłby minimum na 2 miesiące. 

Żel dobrze oczyszcza buzię. Wykonywałam nim pełny demakijaż, zmywałam nim nawet oczy, nie podrażniał buzi i oczu, a jedno mycie bardzo dobrze zmywało cały makijaż. Pomimo tego co napisał producent na opakowaniu produkt nie powodował żadnego ściągnięcia cery. Nie wysuszył skory, nie spowodował jej przesuszenia. Nie podrażnił, nie spowodował wysypu nowych niespodzianek jednak pomagał w leczeniu tych istniejących, zaczerwienienia szybciej znikały z twarzy, a w momencie kiedy nie potrafiłam opanować nawyku rozdrapywania, czy wyciskania pryszczy pomagał w szybszym gojeniu się ranek.

Przyjemny produkt do mycia twarzy, bardzo miło się mi go używa. Przypominam, że nie mam problemu z tłustą cerą, jednak walczę z pojawiającymi się cały czas niespodziankami.

Cena: ok. 7 zł / 200 ml
Powszechnie dostępny, na stronie Super Koszyk TUTAJ go znajdziecie.