14.09.2013

KONKURS!

Dzisiejszy dzień zaliczam do tych złych, nie mam nawet weny żeby napisać dla Was notkę, lecę więc do łóżka z herbatką i książką, a Was zapraszam na konkurs na Facebooku! Po kliknięciu w zdjęcie zostaniecie przeniesieni na stronę konkursu. Do jutra Kochani!
KONKURS! Aby wziąć udział musisz polubić Mój mały kosmetyczny świat, polubić to zdjęcie oraz je udostępnić (PUBLICZNIE). Konkurs do 28.09.2013! ZAPRASZAM!
do wygrania: PHARMACERIS - VITA-SENSILIUM Lekki Krem Głęboko Nawilżający do twarzy SPF 20

12.09.2013

RECENZJA: Garnier Mleczko do demakijażu do skóry normalnej i mieszanej



W najbliższym czasie zrezygnować muszę z używania mleczka do demakijażu oczu, także dziś notka o mleczku, które używałam ostatnio. Od razu muszę podkreślić, że niezbyt lubię demakijaż mleczkiem, płynem dwufazowym też nie. Najczęściej makijaż zmywałam żelem do mycia buzi, a później poprawiałam płynem micelarnym, jednak obecnie będę musiała zmywać oczy jedynie płynem micelarnym - będzie trzeba się odzwyczaić od wcześniejszych nawyków.
Lekka formuła wzbogacona w oczyszczający ekstrakt z winogron usuwa zanieczyszczenia znajdujące się na powierzchni skóry (makijaż, nawet wodoodporny, toksyny, kurz) i pozostawia ją czystą, świeżą, bez tłustego doznania na skórze. 
Mleczko zamknięte jest w zielonym plastikowym, nieprzezroczystym opakowaniu, jednak pod światło widać ile produktu zostało w opakowaniu. Zamknięcie jest na klik, wygodne do otwierania, a otwór dozujący jest odpowiedniej wielkości, aby zaaplikować pożądaną przez nas ilość kosmetyku na wacik. Samo mleczko jest koloru białego, ma delikatna konsystencję, nie jest ani zbyt lejące, ani zbyt gęste - w sam raz. Pachnie bardzo delikatnie, przyjemnie.
Jeśli chodzi o działanie to radzi sobie z demakijażem lekkiego makijażu, niestety nie poradzi sobie z eyelinerem i wodoodpornym tuszem do rzęs, ze zwykłym również średnio - efekt pandy murowany. Zdarzało mi się po dokładnym demakijażu (płatek czysty) obudzić się z czarnymi śladami do okola oczu - takie jakie mają górnicy :P mleczko nie podrażnia oczu, nie powoduje zamglenia wzroku, chyba, że produkt w dużej dawce dostanie się do oka, nie pozostawia tłustej warstwy, powiedziałabym, że zostawia skórę przyjemnie nawilżona, ale nie jest to lepki, ani śliski film. Wydajność średnia - szczególnie jeśli chodzi o oczy to trzeba się czasami napracować - tusz nie chce schodzić nawet po kilkusekundowym przyłożeniu nasączonego wacika.
Skład: Aqua/Water, Isopropyl Myristate, Isohexadecane, Ethylhexylpalmitate, Glycerin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Benzyl Salicylate, Buthylphenyl Methylpropional, Carbomer, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Magnesium Laureth Sulfate, Methylparaben, Pyrus Malus Water / Apple Fruit Water, Quaternium-15, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Laureth-8 Sulfate, Sodium Oleth Sulfate, Triethanolamine, Vitis Vinifera Extract / Grape Fruit Extract, Parfum/Fragrance (02.11.2012)

Cena: ok. 12zł / 200ml

11.09.2013

RECENZJA: Astor, Mattitude HD (004 SAND)



Witajcie! Jest środa więc czas na kolorówkę! Postanowiłam napisać o kolejnym podkładzie. Doszło ostatnio sporo nowych, głównie rodzimych wersji kremów BB, które jednak cierpliwie muszą poczekać na swoją kolej do testów. Dzisiaj pora na najciemniejszy z posiadanych przeze mnie podkładów. Jeśli jesteście ciekawi jak sprawdził się u mnie podkład Astor, Mattitude HD w kolorze 004 SAND, to zapraszam do dzisiejszej notki.
Zapewnia nieskazitelny wygląd cery nawet z bardzo bliska. Długotrwale matuje, kryje niedoskonałości, redukuje zmarszczki mimiczne. Niweluje widoczność porów. Nawilża, ale nie pozostawia uczucia tłustej skóry. Zawiera filtr SPF 22. 
Opakowanie to plastikowa buteleczka z pompką, niestety nie widać ile produktu zostało w opakowaniu więc możemy kiedyś zostać bardzo zaskoczone tym, że podkład się skończył, pompka raczej pobiera dosyć spore porcje kosmetyku więc należy na nią uważać. Podkład przyjemnie, ale mocno pachnie, nie każdemu może to odpowiadać. 
Konsystencja gęsta. Kolor wpadający w pomarańczowe i różowe tony - bardziej wpada w róż, czego niestety nie widać na zdjęciach. Dzięki gęstej konsystencji podkład dobrze radzi sobie z tuszowaniem niedoskonałości, jego krycie określiłabym jako średnie w kierunku mocnego, jednak można przesadzić z tym produktem i spowodować efekt maski, więc radziłabym uważać. Posiada filtr UV co jest plusem.
Świetnie ujednolica cerę, staje się aksamitna, matowa, ale nie jest to płaski mat. Na buzi w stanie idealnym po przypudrowaniu oczywiście utrzymuje się około 4h później zaczyna się ścierać w strategicznych miejscach: na płatkach nosa, na brodzie i delikatnie na czole. jednak nie są to jakieś duże ubytki, wystarczy delikatnie przypudrować te miejsca. Upał skraca żywotność podkładu, ale latem nie używam mocno kryjących podkładów, a najchętniej nie maluję się wtedy wcale. Podkład mnie nie zapchał, ani nie uczulił. bardzo go lubię w okresie jesiennym kiedy potrzebuję mocniejszego krycia, a jestem opalona. Na szczęście jednak coraz rzadziej potrzebuję mocnego krycia - obecnie do zakrycia są w większości blizny ,a już nie nowe niedoskonałości.
Skład: Aqua/Water/Eau, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Propylene Glycol, Phenyl Trimethicone, Talc, Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Polyethylene, Dimethicone PEG-10/15 Crosspolymer, Magnesium Sulfate, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Phenoxyethanol, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Lecithin, Lauryl Peg-9 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Parfum/Fragrance, Silica Dimethyl Silylate, Calcium Aluminum Borosilicate, Methylparaben, Gossypium Herbaceum (Cotton) Powder, Propylparaben, Tocopheryl Acetate, Ethylparaben, Triethoxycaprylylsilane, Silica, Dipropylene Glycol, Tocopherol, Bht, [May Contain/Peut Contenir/+/-:Iron Oxides (CI 77491, Ci 77492, Ci 77499)]. (08.01.2012)

Cena: 46zł / 30ml

Porównanie z innymi podkładani:
1. Rimmel, Lasting Finish 25H Foundation (100 IVORY)
3. Under Twenty, Anti! Acne, Effect Perfect Cover (120 NATURAL MATT)
4. Astor, Mattitude HD (004 SAND)
6. Rimmel, Wake Me Up Make Up Foundation (100 IVORY)
8. Vipera, Satin Look, Lasting Foundation (brak oznaczenia koloru - wg składu jest to ten produkt, jednak na opakowaniu nie ma pełnej nazwy kosmetyku)
10. Rimmel, Stay Matte Foundation (103 TRUE IVORY)

10.09.2013

RECENZJA: Palmer's pielęgnacyjny balsam do ust o zapachu czekoladowo-miętowym



Wtorek! Różności, tutaj zdecydowałam też umieszczać recenzje gościnne. Więc dzisiejszą notkę pisze dla Was B., którą doskonale znacie z bloga B for Beautiful Nails, nasza blogowa Cheeky Queen, która oprócz zaawansowanego lakieromaniactwa, jest uzależniona od wszelkich mazideł do ust. Na lipcowym spotkaniu blogerek w Katowicach, o którym pisałam TUTAJ, a B. pisała TUTAJ, z oferty firmy Palmers Ania wybrała do testów pielęgnacyjny balsam do ust o zapachu CZEKOLADOWO-MIĘTOWYM i to o nim dzisiaj będziemy "rozmawiać".
P: Witaj Aniu, na początku chciałam Cię zapytać ile mazideł do ust masz w swoje kosmetyczce? Wiem, że planujesz napisanie notki odnośnie swojej kolekcji. A może jest to tajemnica i zdradzisz nam to dopiero gdy opublikujesz notkę?

O: Spokojnie Asiu, to chyba żadna tajemnica choć sama nie wiem ile tego dokładnie jest... i pewnie chwilę zajęłoby mi policzenie tego wszystkiego! Na mazidła do ust mam osobną kosmetyczkę (powoli już za małą...), a do tego po całym pokoju panoszą się jakieś błyszczyki, smakresy czy balsamy do ust. W torebce zawsze noszę małą kosmetyczkę, która w 3/4 wypełniona jest właśnie mazidłami ^^ Myślę, że jest ich około 50 sztuk. Mam tu na myśli wszystko począwszy od błyszczyków, pomadek, przez balsamy do ust, a skończywszy na moich ulubionych czyli smakersach. Ostatnio stałam w drogerii trzymając sześć sztuk błyszczyków tej samej firmy różniących się tylko smakiem (na szczęście wyszłam bez żadnego... do czasu!). Kosmetyki do ust kupuję dla ich smaku, a nie tego jak wyglądają na ustach - taki fetysz :p

P: Powiedz mi, proszę jakie jest Twoje zdanie odnośnie samego opakowania kosmetyku?

O: Z jednej strony nie lubię jak kosmetyk zapakowany jest w papierowo-platsikowe opakowanie, bo nie da się sprawdzić jak pachnie. Z drugiej jednak strony chroni to kosmetyk przed tymi, którzy chcieli by go sobie 'spróbować'. Jeśli chodzi opakowanie strikte balsamu to jest bardzo poręczne i wygodne. To sztyft o nietypowym kształcie (owalnym), a 'pokrętło' to tylko część spodu opakowania, więc kręcimy tylko małym kółeczkiem (bardzo gładko chodzi). Balsam przy zamknięciu posiada blokadę (wypukłości), która zapobiega odpadaniu zakrętki podczas np. podróży w torebce. Sztyft nie jest ani za duży ani za mały. Zmieści się do każdej kosmetyczki, torebki i kieszeni :)
P: A jeśli chodzi o smak i zapach?

O: Ohohoho! Tutaj mogłabym rozpływać się godzinami. I tak, ROZPŁYWAĆ, a nie rozpisywać. Bo na sam zapach pomadki reaguję dreszczami na całym ciele. Podczas spotkania blogerek nie wytrzymałam i musiałam otworzyć (rozerwać...) opakowanie, żeby jak najszybciej sprawdzić jak ten balsam pachnie, o smaku już nie wspomnę! Nie bez powodu wybrałam zapach czekolady z miętą. Taki właśnie smak mają moje ulubione lody (miętowe z kawałkami czekolady) i brakowało mi tego połączenia w swojej mazidłowej kolekcji. Zapach i smak balsamu jest tak idealnie wyważony, że żaden z zapachów nie dominuje nad drugim. Czujemy dokładnie w połowie czekoladę (gorzką!) i w połowie miętę. Sam zapach nieco odświeża, orzeźwia i zmusza nasz zmysł węchu do intensywniejszej pracy. To istna uczta dla naszego noska! Kolejna rozkosz zaczyna się po nałożeniu balsamu na usta. Oczywiście smakuje on nieco inaczej niż lody miętowe z czekoladą, ale nadal czuć intensywność całego połączenia. Haha i pomyśleć, że piszę o mazidle do ust, a nie o jedzeniu ^^

P: Producent pisze: "Unikalna formuła na bazie czystego masła kakaowego wzbogacona witaminą E i innymi aktywnymi emolientami, wyjątkowo nawilża i nabłyszcza zapobiegając uczuciu pieczenia i suchości w okolicach czerwieni wargowej." Jakie jest Twoje zdanie? Czy producent wywiązał się ze swoich obietnic? Jakie jest działanie produktu i jak z jego wydajnością?

O: Zdecydowanie balsam ma delikatną formułę i 'zjadając' go nie czuję posmaku chemii. Usta nie są posklejane, a delikatnie nawilżone. Co do zapobiegają uczuciu pieczenia - kiedyś nałożyłam balsam nieopatrznie na zranioną część ust (przygryzioną) i raczej zaczęło piec mnie mocniej niż przed aplikacją specyfiku. Myślę jednak, że chodzi tu bardziej o pieczenie i suchość spowodowaną wiatrem czy mrozem. Mam nadzieję, że w zimie będę mogła się przekonać jak balsam zachowuje się w warunkach ekstremalnych - na pewno zabiorę go ze sobą na stok! Dodam jeszcze, że balsam posiada filtr SPF 15 i na pewno będzie chronił nasze usta zarówno w lecie na plaży jak i w zimie podczas szusowania na słonecznym lodowcu :) Jeśli chodzi o wydajność to używam pomadki w sumie raz na jakiś czas, ale na pewno kilka razy w tygodniu od około 2 miesięcy i zużyłam naprawdę niewielką ilość z tych 4 gramów produktu. Na pewno starczy na długo! Jedyną uwagę jaką mogę mieć to 'dlaczego tak szybko go zjadam?!'.
P: Jakbyś krótko podsumowała kosmetyk? Jest wart swojej ceny?

O: Krótko? Jeśli ktoś ceni sobie dobry i wyjątkowy smakołyk na ustach o cudownym zapach połączony ze świetnym nawilżeniem to jest to kosmetyk dla niego! I jak najbardziej wart jest swojej ceny (około 10zł).

Chyba wyczerpałyśmy temat :) Dzięki Asiu za wywiad! Do następnego :*

Mam nadzieję, że taka forma recenzji gościnnych się Wam spodoba, chciałam wprowadzić coś innego niż wszyscy, tym bardziej, że wiem iż wiele osób nie lubi takich notek, stąd pomysł na mały "wywiad". Koniecznie dajcie znać co sądzicie o tym pomyśle.

Pozdrawiamy: Asia i B.

9.09.2013

RECENZJA: Timotei with Jericho Rose Szampon Moc i Blask.



Witajcie kochani czytelnicy! Dzisiaj poniedziałek więc miałam do wyboru temat pielęgnacji włosów lub ciała. Wybrałam włosy ponieważ od jakiegoś czasu - około miesiąca - używam szamponu Timotei, teraz poszedł w odstawkę, w sobotę zaczęłam testy kosmetyków Joanny, później zużyję go do końca, jeśli jesteście ciekawe, czy denkowanie tego produktu będzie dla mnie przyjemnością, czy katorgą to zapraszam do notki!
Szampon Timotei z wyciągiem z alpejskich ziół wzmacnia Twoje włosy i wydobywa i naturalny blask. Róża z Jerycha jest wyjątkową rośliną, która potrafi przetrwać na pustyni bez wody przez wiele miesięcy i odradza się do życia, gdy spadnie deszcz. Wykorzystaliśmy tę niewiarygodną energię i przelaliśmy ją do wszystkich naszych szamponów i odżywek. Dodaj swoim włosom energii i witalności dzięki nowemu Timotei z Różą z Jerycha. 

0% parabenów. Przyjazna środowisku butelka! To opakowanie może być w pełni recyklingowane i jest wykonane z 7% mniej plastiku.
Opakowanie kosmetyku to plastikowa, przezroczysta butelka, z wygodnym dozownikiem na  klik, przez który wydobędziemy tyle produktu ile potrzebujemy, nie ma obawy również, że samo się otworzy. Design opakowania jest bardzo przyjemny. Butelka jest miękka  i dobrze leży w dłoni. W razie potrzeby możemy postawić ją na zakrętce, aby wykorzystać kosmetyk do końca.

Sam szampon ma średnio gęstą konsystencję, powiedziałabym, że typową dla tego typu produktów. Jest przezroczysty koloru zielonego, pachnie ziołami z domieszką róży, jest to jednak zapach delikatny, w żadnym wypadku nienachalny. Pozostaje niedługo na włosach, a gdy używamy jakiejś odżywki, czy serum zdecydowanie zapach szamponu jest maskowany przez używany później kosmetyk.
Szampon dobrze się pieni, już niewielka ilość wystarcza, aby umyć włosy, z czym radzi sobie bardzo dobrze. Dla mnie szampon ma myc włosy, nie musi mieć specjalnych właściwości pielęgnujących ponieważ włosy myję codziennie i staram się zawsze nałożyć na nie odzywkę, czy jakieś serum. Szampon fajnie odświeża włosy, nie obciąża ich, nie plącze i nie wysusza, włosy pięknie lśnią. Nie podrażnił również skóry skalpu. Bardzo lubię ten szampon i na pewno będę po niego sięgać. Co do składu się nie wypowiem ponieważ się na tym zwyczajnie nie znam.

Jeśli chodzi o wydajność to określiłabym jako standardową - połowa butelki została zużyta w miesiąc użytkowania.
Cena ok. 8 zł / 400 ml
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Selaginella Lepidophylla Aerial Extract, Thymus Vulgaris Flower/Leaf Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Artemisia Dracunculus Leaf/ Stem Extract, Trehalose, Gluconolactone, Adipic Acid, Sodium Sulfate, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Dimethiconol, Dimethiconol/Silsesquioxane Copolymer, Parfum, TEA-Dodecylbenzenesulfonate, Laureth-23, Disodium EDTA,PPG-12,Propanediol, Benzophenone-4, BHT,Citric Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 42051, CI 47005

8.09.2013

Zmiany na blogu!

Witajcie! Od kilku dni piszę regularnie i aby to zachować stworzyłam rozpiskę, co kiedy się będzie pojawiać na blogu. Mam nadzieję, że pomysł się Wam spodoba! Koniecznie dajcie znać, czy przypadło Wam do gustu takie rozwiązanie. Wg mnie jest to fajne rozwiązanie - wtedy na blogu wszystko pojawia się w odpowiednich ilościach, nie ma za dużo notek określonego typu. Ustaliłam taki plan jaki widzicie poniżej.

Tak więc w PONIEDZIAŁKI spodziewać się możecie notek dotyczących pielęgnacji ciała i włosów.

We WTORKI pojawiać się będą luźne notki lifestylowe, jak również projekty denko i przeżyj miesiąc za 50 zł, ale też recenzje gościnne.

W ŚRODY spodziewajcie się dawki kolorówki, która jest ostatnio zaniedbywana na blogu - za dużo pielęgnacji, za mało kosmetyków do makijażu.

W CZWARTKI na blogu zamieszczać będę notki odnośnie pielęgnacji twarzy. Myślę, że niekoniecznie będą to tylko recenzje, ale również wszelkie porady.

W PIĄTKI - pojawiać się będą posty dotyczące mody i makijażu, zdecydowanie zaniedbałam strefę makijażu na blogu! Trzeba to naprawić i to szybko!

W SOBOTY postaram sią pisać dla Was o lakierach do paznokci, nie pamiętam kiedy ostatnio na blogu pojawił się lakierowy post, może uda mi się stworzyć jakiś ciekawy manicure, kto wie?

A w NIEDZIELĘ przyjdzie czas na małe domowe SPA, maseczek do twarzy mam sporo, czas je zacząć zużywać.





Jestem bardzo ciekawa co sądzicie o moim pomyśle, myślę, że osoby, które czytają notki tylko określonego typu będą zadowolone z takiego rozwiązania :)




7.09.2013

RECENZJA: Moje kredki do oczu + kredka do brwi.

Witajcie! Dziś szybciutko chciałbym przedstawić Wam moją skromną kolekcję kredek do oczu. Dodatkowo wśród nich znajduje się jedna kredka do brwi. Szybka prezentacja i kilka zdań na temat każdej kredeczki. Nie ma co się rozwodzić nad nimi. Tak wygląda cała "kolekcja":
1. Avon Glimmerstick Eye Liner - kolor: Blackest Black.
Miękka konturówka o kremowej konsystencji, służy do obrysowywania konturu oczu. Nie rozmazuje się jest trwała, łatwo się rozprowadza. Posiada wygodna ruchoma oprawkę, dzięki której konturówki nie trzeba temperować. Dostępna w odcieniach:  Blackest Black, Cosmic Brown, Starry Night Blue, Saturn Grey, Majestic Plum.

Moja ulubiona czarna kredka (intensywna czerń), kiedyś zużywałam ją w zastraszającym tempie, teraz mało kiedy sięgam po kredkę do oczu. Nie odbijała się w załamaniu, nie zanikała w ciągu dnia (na górnej powiece, na linii wodnej zdarzało jej się zanikać), nie rozmazywała się. Plusem jest to, że nie trzeba jej temperować, nie łamie się i można narysować nią dosyć precyzyjną kreskę. Nie uczula i nie podrażnia oczu.

Cena: 18,90 zł / 0,28 g
2. L`Oreal, Contour Kohl - kolor: 131 Noir Intense Jet Black.
Contour Khôl to kredka do oczu, która za jednym pociągnięciem nada Twojemu spojrzeniu niezwykłą głębię. Osiągniesz precyzyjną, nasyconą kolorem linię… Efekt? Wyrazisty i precyzyjny makijaż oka, bez rozmazywania się i kruszenia. Miękka lecz nietłusta konsystencja kredek do oczu Contour Khôl zapewnia łatwą i precyzyjną aplikację oraz łatwo się usuwa za pomocą tradycyjnego demakijażu.

Bardzo miękka kredka, idealna na linię wodną, o bardzo bardzo bardzo intensywnym kolorze. Na górnej powiece niestety rozmazuje się i się odbija. Mogą wystąpić problemy z jej zatemperowaniem w związku z jej miękkością. Nie uczula i nie podrażnia oczu.

Cena: ok 25 zł
3. Paese, Wodoodporna konturówka do oczu - kolor: Niebieski.
Wodoodporna konturówka do oczu firmy Euphora. Kredka jest miękka, dzięki czemu można nią robić idealny makijaż typu Smokey Eye.

Niebieska kredka o metalicznym wykończeniu, jej kolor pięknie współgra z moim kolorem oczu. Kredka jest trwała, nadaje się zarówno na linię wodną jak i na górną powiekę, jednak należy minimum 2 razy poprawić kreskę, aby była intensywna, jest konsystencji bardziej zbitej niż kredka z Avonu. Nie uczula i nie podrażnia oczu.

Cena: ok. 10 zł
4. Quiz Cosmetics Eyeliner professional style - kolor: nr 015.
Miękkie, lekko rozprowadzają się na powiece, tworząc gładką i precyzyjną kreskę o głębokim kolorze. Doskonale podkreśla kształt oka i sprawia, że wydaje się ono bardziej wyraziste.  Efekt utrzymuje na powiece przez wiele godzin.

Miętowa/pistacjowa kredka o zadowalającej pigmentacji i perłowym wykończeniu, fajna na letni makijaż! Na moich powiekach wytrzymuje około 4 godzin. Nie uczula i nie podrażnia oczu.


Cena: 2,45/7g
5. Paese, Wodoodporna konturówka do oczu - kolor: Ecru.
Wodoodporna konturówka do oczu firmy Euphora. Kredka jest miękka, dzięki czemu można nią robić idealny makijaż typu Smokey Eye.

Wyjątkowo nietrwała kredka, zbiera się z kącikach oczu, szybko zanika, kupiłam ją na linię wodną i niestety się nie sprawdza. Nie uczula i nie podrażnia oczu.

Cena: ok. 10 zł
6. Sleek, Kohl Eyeliner Pencil, Kredka do oczu - kolor:131 White.
Sleek Kohl Eyeliner to konturówka do oczu, którą namalujesz precyzyjne i trwałe kreski zarówno na dolnej jak i górnej powiece. Miękka kredka o kremowej konsystencji długo utrzymuje się na powiece dzięki formule long-lasting. Kredka jest łatwa w użyciu, nie rozmazuje się. Jest bardzo praktyczna – idealna zarówno do użytku domowego jak i profesjonalnych makijaży.

Twarda kredka, ale o intensywnym kolorze, nie nadaje się na linię wodną, bo jest zbyt twarda. jest trwała, bez problemu wytrzymuje cały dzień na powiece - nie rozmazuje się i nie odbija się na powiece. Nie uczula i nie podrażnia oczu.


Cena: ok. 13 zł
7. Virtual, Eye Brow Pencil, Kredka do brwi z grzebykiem - EB 21 Macchiato.
Kredka do brwi Virtual idealnie podkreśla rysunek brwi. Dołączony jest do niej grzebyk do czesania i układania brwi. Konsystencja kredki pozwala na wykonanie precyzyjnej kreski. Przy jej pomocy można odpowiednio wyregulować i skorygować linię brwi oraz optycznie zagęścić włoski. Najpierw rysujemy delikatne linie, imitujące naturalne włoski. Później rozczesujemy brwi grzebykiem. Zdejmujemy w ten sposób pozostałości pudru i innych kosmetyków do makijażu oraz zapewniamy brwiom maksymalnie naturalny efekt makijażu.

Świetna kredka! Niestety kolor dla mnie zbyt ciepły. Kredka o odpowiedniej miękkości, precyzyjna, nie będzie problemów z temperowaniem, z grzebyka korzystam cały czas pomimo, ze samej kredki nie używam. Użyłam jej kilka razy gdy nie musiałam wychodzić z domu, aby móc się o niej wypowiedzieć: jest trwała i przyjemna w używaniu. fajny produkt, kupię ją w innym kolorze.

Cena: ok. 9 zł
A Wy używacie kredek do oczu? Jakie są Wasze ulubione, a które są bublami?

6.09.2013

RECENZJA: Kosmetyki DLA krem do rąk na bazie naparu z babki płesznika

Witajcie! Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam krem do rąk firmy Kosmetyki DLA. Szczerze powiedziawszy nie jestem fanką kremów do rąk, zawsze zapominam o ich użyciu, nie noszę w torebce kremu do rąk, dlatego ani razu w projekcie denko nie zobaczyłyście zużytego kremu do rąk, ani chyba nigdy wcześniej nie recenzowałam żadnego takiego kremu. Nie używam i już :P tzn. używam, ale sporadycznie, mało kiedy regularnie, jedynie wtedy gdy moje dłonie są bardzo zniszczone, czy przesuszone - średnio raz w roku w zimie :)
KREM DO RĄK na bazie naparu z babki płesznika.
„Regeneruje to, co chemia psuje”

Intensywnie regenerujący i nawilżający krem dla suchej oraz spierzchniętej skóry dłoni.

Innowacyjna formuła kremu tworzy na skórze ochronny mikrofilm, który :
- skutecznie chroni skórę rąk przed szkodliwym wpływem detergentów, chemikaliów i czynników zewnętrznych (wiatr, mróz);
- chroni przed promieniowaniem UV;
- doskonale nawilża i odżywia naskórek;
- regeneruje, wygładza i przyspiesza gojenie się mikrourazów skóry;
- zapobiega pierzchnięciu skóry rąk oraz intensywnie regeneruje szorstkie i popękane dłonie, przywracając im gładkość oraz miękkość.

Intensywne działanie kremu zapewniają:
Świeży napar z nasion babki płesznika - zawiera śluzy (ok. 12%),  olej tłusty (ok.5%),  aukubinę, garbniki, kwas galakturonowy, skrobię, ramnozę, arabinozę, ksylozę, flawonoidy, białka, sole i in., dzięki czemu zapobiega wysychaniu skóry, dobrze nawilża, odżywia oraz ujędrnia skórę (zawartość  w kremie aż 60%).
Masło Shea - ma właściwości odżywcze; zmiękcza i wygładza skórę. Jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym (zawartość w kremie 10%).
Gliceryna - działa zmiękczająco i nawilżająco na skórę.
Alantoina i d-pantenol – działają łagodząco i kojąco, przyspieszają regenerację i gojenie podrażnień.
Olej lniany bogaty w NNKT – doskonale nawilża, przyspiesza regenerację naskórka, skutecznie poprawia kondycję skóry. Jest bardzo dobrze tolerowany przez skórę.
Olej z ogórecznika – naturalne źródło kwasu gamma-linolenowego, witamin i fosfolipidów gwarantuje długotrwałe nawilżenie.
Witamina E  - niszczy wolne rodniki, zapobiega powstawaniu podrażnień i spowalnia proces starzenia się skóry.

Sposób użycia: Delikatnie wmasowywać w skórę dłoni. Stosować zawsze kiedy wymaga tego skóra rąk. Zalecane jest aplikowanie kremu po każdym myciu rąk.

Skuteczność kremu potwierdzona badaniami:
• Krem bardzo dobrze nawilża skórę wg 85 % badanych*
• Krem zmiękcza i wygładza skórę wg 80% badanych*
* badanie aplikacyjno-użytkowe przeprowadzone na grupie 20 osób.
Opakowanie kremu to miękka tubka o pojemności 125 ml stojąca na zakrętce. Właśnie, na zakrętce - jeśli chodzi o kremy do rąk to wolę zamknięcie na klik, albo produkty z pompką. Sam design opakowania jest bardzo fajny - nawiązuje do naturalnych składników kremu. Z tyłu opakowania znajdziemy wszystkie informacje dotyczące kosmetyku. Dokładnie te same, które wyżej skopiowałam ze strony firmy. 

Produkt jest zwartej konsystencji, treściwy, białego koloru, pachnie ziołami, nie nachalnie, zapach utrzymuje się dłuższą chwilę na dłoniach. Zdecydowanym plusem jest to, że nie pozostawia na dłoniach żadnego filmu - wchłania się bardzo dobrze, na szczęście ręce po jego użyciu nie są śliskie, nie lepią się. Jest to krem dzięki któremu w końcu pozbyłam się zadziorów przy paznokciach, stosowałam na noc, grubszą warstwę, czasami codziennie, czasami zapominałam, więc nie było to zbyt regularne stosowanie. Krem świetnie wygładził skórę dłoni, poprawił ich stan, dłonie stały się bardzo miękkie i zadbane.

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się takich fajnych efektów, ten krem przekonał mnie do tego, aby jednak smarować dłonie, bo pomimo tego, ze nie robiłam tego regularnie to przy tym kremie znacznie poprawił się stan moich rąk i skórek paznokci.

Gdzie można kupić produkty tej firmy? TUTAJ lista sklepów, które mają w ofercie kosmetyki firmy Kosmetyki DLA, możliwy jest również zakup online TUTAJ. A jak Wasze dbanie o dłonie? Pamiętacie regularnie używać kosmetyków do pielęgnacji rąk?

Cena: 13 zł/125 ml

Skład: Aqua/Semen Pyllii, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol/Ceteareth-18. Gycerin, Panthenol, Borago Officinalis Seed Oil, Linum Usitatisium (Linseed) Seed Oil, Cetyl Alcohol, Allantoin, Phenoxyethanol, Benzoc Acid, Dehydroacetic Acid, Tocopheryl Acetate, Glyceryl Stearate, Parfum, BHA, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Citronellol, Hexyl Cinnamal.
Ten produkt otrzymałam w ramach współpracy z firmą Kosmetyki DLA jednak nie wpływa to na moją ocenę produktu i przedstawia moje obiektywne zdanie na temat kosmetyku - jednak każdy ma inną skórę więc możecie mieć odmienne zdanie na jego temat.

Bardzo dziękuję firmie Kosmetyki DLA za udostępnienie mi tego produktu do testów.