11.12.2013

RELACJA: Mikołajkowe spotkanie blogerek, Katowice 07.12.2013

Witajcie! W miniony weekend odbyło się Mikołajkowe spotkanie blogerek. Dokładnie dzień po święcie Mikołaja spotkałyśmy się w klubie Geneza w Katowicach, na kawie, herbacie i innych przysmakach. Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, mojej choroby i mojej nieznajomości Katowic (centrum rozkopane, a ja wiem jedynie jak dojść w kilka strategicznych miejsc) dotarłam na miejsce i bardzo dobrze się bawiłam. W czasie naszego pobytu w knajpce zdążyło napadać sporo śniegu, jednak mój niezawodny K. przyjechał po mnie, za co serdecznie Ci dziękuję! (haha już się nie możesz skarżyć, że skończyło się dziękowanie na blogu). Niestety tym razem zapomniałam ładnie poprosić o aparat, więc zdjęcia, które widzicie w tej notce nie są moim dziełem, a należą do Mileny, Eweliny i Asi.Spotkanie przebiegło bardzo miło i sympatycznie, porozmawiałyśmy na tematy kosmetyczne i niekosmetyczne, pozdrawiam Cię Asiu i do zobaczenia na wydziale :) (wiedziałam, że studiujesz IŚ, ale nie wiedziałam, że u mnie).
Dzięki naszym wspaniałym organizatorkom - Asi i Ewelinie - dostałyśmy piękne paczuszki od Św. Mikołaja, a sponsorami naszych prezentów były firmy: goodies, Floslek, AA Oceanic, Mary Kay, Miraculum i Promoto
Kto brał udział w spotkaniu?
Asia joannapanna.blogspot.com - organizator
Ewelina pedzlem-malowane.blogspot.com - organizator
Siulka siulka.pl

Dziewczyny! Bardzo Wam dziękuję za milo spędzoną sobotę! Mam nadzieję, że za niedługo znowu się zobaczymy!
____________________________________________________________________________

Chciałabym zaprosić Was również do odwiedzenia serwisu Foodpanda.pl. Foodpanda to platforma, która oferuje możliwość zamawiania jedzenia online. Do wyboru są różne kuchnie, dostępne w zależności od miasta, w którym dokonujesz zamówienie - dodatkowo strona ta oferuje różne zniżki, idealny serwis dla studentów! :)

10.12.2013

DENKO: listopad 2013

Witajcie! W tym miesiącu denko pojawia się dosyć późno, bo dopiero 10 grudnia, mam nadzieję jednak, że uda mi się poprawić stan rzeczy i będę pisać częściej. Za chwilkę biorę się do fotografowania kosmetyków, które w najbliższym czasie pojawią się na blogu.
Co udało mi się w tym miesiącu zużyć? Niewiele, ale zawsze to coś. 10 produktów wylądowało w torebce przeznaczonej na zużyte opakowania, a zaraz wylądują w koszu :)
1. Lirene Antycellulitowa kremowa maska do ciała.
Przyznam szczerze, że nie używałam tej maski wg zaleceń z opakowania, gdzie napisane jest aby całość saszetki nanieść gruba warstwą na miejsca objęte cellulitem i pozostawić na około 15 min, a pozostałość po tym czasie wmasować. Ja używałam tego produktu jedynie na uda tak jak balsamu do ciała. Kosmetyk ten ma najbardziej zbitą konsystencję spośród nawilżaczy z tej serii - określiłabym tą konsystencję jako typową dla maseł do ciała. Niewielka ilość dobrze się wchłania i nie pozostawia żadnego filmu na skórze, a saszetka wystarczyła na 5 użyć na same uda. Skóra była przyjemnie nawilżona, gładka, napięta. Oczywiście nie zauważyłam działania antycellulitowego, bo tez nie używałam go wg zaleceń producenta. Jednak 5 zł za jednorazowy "zabieg" na nogi to wg mnie za dużo, tym bardziej, że jak już wcześniej pisałam nie wierzę w działanie takich kosmetyków. Myślę jednak, że po wysiłku fizycznym ta maska bardzo fajnie się sprawdzi.

2. Soraya So Fresh! Piękne Ciało Żel pod prysznic Lemon Twist.
Ten żel pod prysznic mogłabym wąchać i wąchać! Pachnie przecudownie - ciastkami cytrynowymi z nutką wanilii, nie umiem sobie przypomnieć nazwy ciastek, z którymi ten zapach się mi kojarzy. Opakowanie jest bardzo ciekawe i przyjemne dla oka, a sam żel dobrze się pieni i jak pisałam wcześniej obłędnie pachnie. Dobrze sobie radzi z oczyszczaniem skóry, zapach niestety nie pozostaje długo na ciele, jednak w łazience długo pozostaje w powietrzu. Nie wysusza i nie podrażnia skóry. 

3. Carrefour płatki kosmetyczne 120 szt.

4. Lirene Antycellulitowy peeling myjący.
Bardzo lubię wszelkiego rodzaju peelingi i ten kosmetyk pod żadnym względem mnie nie zawiódł. Ilość drobinek ścierających jest spora, a same drobinki są duże i ostre - takie jak w peelingu cukrowym. Zapach jest kremowy, nie utrzymuje się długo na ciele. Bardzo dobrze radzi sobie z wszelkimi suchymi skórkami na ciele. Po użyciu tego kosmetyku używałam balsamu z tej serii i skóra była zdecydowanie bardziej nawilżona i odżywiona, bez suchych skórek, aksamitna  w dotyku i bardzo miękka. Na pewno wrócę do tego peelingu ponieważ wg mnie jest bardzo dobry - wiadomo, że nie pobije peelingu kawowego własnej roboty, jednak jeśli chodzi o peelingi drogeryjne to ten zdecydowanie się wyróżnia spośród ich asortymentu.

5. Pharmaceris H-Keratineum, skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych.
Szampon ten bardzo przyjemnie pachnie, zapach utrzymuje się długo na włosach. Bardzo dobrze się pieni, na prawdę niewielka ilość szamponu wystarczała, aby umyć włosy. Dzięki niemu włosy się nie plątały, nie puszyły się i poprawił się ich stan - nie zmniejszył poziomu wypadania włosów, ale zdecydowanie włosy wyglądały zdrowiej - pięknie błyszczały, były miękkie i miłe w dotyku. Nie podrażnił skóry głowy i był bardzo wydajny - ok 3 miesiące codziennego używania.

6. Christian Dior J’adore.
Perfumy przywiezione przez moją siostrę z wycieczki do Turcji więc na pewno są to podróbki, jednak pachną jak oryginał, dlatego nie będę wypowiadać się o trwałości bo wystarczy dokładniej przyjrzeć się opakowaniu i widać, że nie jest to produkt oryginalny, jednak ich zapach bardzo przypadł mi do gustu i gdy skończą mi się perfumy pewnie do nich wrócę.

7. PALMER'S Cocoa Butter Formula Peeling do ciała Cocoa Body Scrub.
Jeden z moich ulubionych peelingów, jednak poznałam niedawno moc peelingów cukrowych i chyba przy takiej formie peelingu pozostanę - no i przy moim ukochanym peelingu kawowym. Bardzo dobrze radził sobie z wszystkimi suchymi skórkami i pozostawił aksamitna i miękką skórę, która była zauważalnie nawilżona. Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

8. Under Twenty, Anti! Acne, Effect Perfect Cover (120 NATURAL MATT).
O tym produkcie nie będę pisać ponieważ w najbliższym czasie pojawi się jego recenzja.

9. Pharmaceris F, Nawilżający fluid antyoksydacyjny z sylimaryną SPF 20 (IVORY 01)
Przyjemny podkład w neutralnym odcieniu, jednak beż żółtych, czy różowych tonów, nie posiada żadnych drobinek. Krycie lekkie do średniego, ściera się w ciągu dnia (delikatnie), nie zapycha, nie uczula. Niestety ciemniej w ciągu dnia. Dokładną recenzje możecie przeczytać TUTAJ.

10. Under Twenty, Anti! Acne, krem nawilżająco-matujący.
Lekki krem na dzień, nadaje się pod makijaż, przyjemnie pachnie, nie powoduje rolowania się podkładu. Co do właściwości leczących skórę trądzikową to nie zauważyłam, jednak nie podrażnia i nie powoduje wysypu nowych niespodzianek. Pozostawia skórę delikatnie matową, nie wysusza.

A jak Wasze zużycia? Z chęcią zobaczę jak Wam poszło w listopadzie, więc zostawiajcie linki do swoich notek :)

Dodatkowo, tak jak pisałam na fan page, do końca miesiąca obowiązuje promocja w sklepie internetowym Farmony - na hasło "BLOG" dostajecie rabat 20% na wszystkie kosmetyki. Promocja dostępna TUTAJ.

5.12.2013

Świąteczne rozdanie!

Witajcie, dziś szybciutko, na Facebooku obiecane rozdanie świąteczne :) Wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ. Serdecznie zapraszam as do udziału w konkursie - ZRÓBCIE SOBIE PREZENT NA ŚWIĘTA!

Wśród osób, które spełnią wymagane kroki, zostanie rozlosowany zestaw SET-TO-START NORMAMAT.
Skład zestawu:

  • KREM-NEKTAR NAWILŻAJĄCO-MATUJĄCY NA DZIEŃ 20ml
  • NAWILŻAJĄCY SEBO-NORMALIZUJĄCY KREM NA NOC 20ml
  • SFERYCZNY PEELING OCZYSZCZAJĄCY 100ml

Cena: 79 zł

29.11.2013

RECENZJA: Czekoladowy krem pod prysznic BingoSpa

Witajcie! Która z Was chciałaby żeby czekolada nie tuczyła? Dzisiaj chcę Wam przedstawić czekoladowy produkt, na który każda może sobie pozwolić bez obawy o linię. Notka szybka i na temat o kosmetyku, który towarzyszy mi od jakiegoś czasu podczas kąpieli, a mianowicie o czekoladowym kremie pod prysznic BingoSpa.

Żel pod prysznic pachnie gorzką czekoladą, mi ten zapach średnio pasuje, miałam nadzieję, ze będzie pachniał bardziej słodko, jakąś domieszką mleka, niestety się zawiodłam, dodatkowo wyczuwam wyraźną chemiczna nutę zapachową. Sam żel pod prysznic ma konsystencję rzadkiego budyniu czekoladowego, jest też takiego koloru, dobrze się pieni. Pachnie niezbyt intensywnie - co akurat w tym przypadku mi nie przeszkadza, bo zapach nie przypadł mi do gustu. Na ciele w ogóle zapach nie nie utrzymuje.

Jeśli chodzi o działanie myjące to bardzo dobrze sobie radzi z oczyszczaniem ciała, dobrze się pieni, wydajność typowa dla kosmetyków myjących. Piana jest delikatna, nie kremowa i gęsta jak u niektórych kosmetyków tego typu. Kosmetyk nie wysusza ciała, nie podrażnia, ale również nie ma działania nawilżającego, ale nie oczekuję tego od kosmetyku do mycia ciała - od tego są masła i balsamy do ciala, czy olejki.

Cena: ok. 12zł / 300ml
Ten produkt otrzymałam w ramach współpracy z firmą BingoSpa jednak nie wpływa to na moją ocenę produktu i przedstawia moje obiektywne zdanie na temat kosmetyku - jednak każdy ma inną skórę więc możecie mieć odmienne zdanie na jego temat.
Bardzo dziękuję firmie BingoSpa za udostępnienie mi tego produktu do testów.

Produkt na stronie producenta znajdziecie TUTAJ.

27.11.2013

RECENZJA: Lirene STOP CELLULIT

Witajcie! Każda kobieta chce wyglądać pięknie, jednak dla każdego pojęcie "piękno" oznacza co innego, dla mnie jest to ciało szczupłe, najlepiej ciało fit, ale nie umięśnione - przynajmniej nie u kobiety, bo wg mnie wygląda to źle - ładna buzia, zadbana cera, włosy, paznokcie. Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam serię STOP CELLULIT marki Lirene, która w swoim zamyśle ma poprawiać nasz wygląd.
Szczerze? Nie wierzę w to, ze kosmetyk pozbawi nas cellulitu, aby pozbyć się tego nieprzyjemnego widoku trzeba ćwiczyć i odpowiednio się odżywiać, a kosmetyki przeciwko pomarańczowej skórce pomagają wg mnie co najwyżej ujędrnić i uelastycznić skórę. Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda każdy produkt z tej serii to zapraszam na dzisiejszą notkę z krótką charakterystyką poszczególnych kosmetyków.

Cała seria przyjemnie pachnie, kremowo, delikatnie, wg mnie jest to mieszanka grejpfruta i pomarańczy. Opakowania całej serii są poręczne, przyjemne w użytkowaniu, wykonane z plastiku, solidne - nic się im nie stało przez cały czas używania, dobrze się otwierają, nie musimy się bać, ze połamiemy sobie paznokcie. Saszetka to wg mnie niezbyt fajne rozwiązanie - nie lubię kosmetyków do ciała pakowanych w ten sposób.
Serum ma zwartą konsystencję, gęstszą niż balsam do ciała z tej serii, jakby bardziej bogatą. Przyjemnie rozprowadza się go na ciele, nie pozostawia żadnego film na skórze, ani tłustego, ani lepkiego. Błyskawicznie się wchłania, przyjemny zapach kosmetyku długo utrzymuje się na skórze - używany wieczorem był wyczuwalny na skórze rano następnego dnia, również ubrania pachniały tym kosmetykiem . Jeśli chodzi o działanie to skóra po użyciu jest przyjemna w dotyku, aksamitna, a przy dłuższym stosowaniu przyjemnie nawilżona. Nie zauważyłam jednak ujędrnienia skóry, czy jej napięcia, tym bardziej jakiejkolwiek poprawy stanu cellulitu bym się nie spodziewała - jednak ja z cellulitem problemów nie mam, nie jest u mnie widoczny, chyba, że "zbiorę" skórę to wtedy pojawiają się niewielkie grudki, wiec na szczęście nie jest widoczny dla pośredniego obserwatora.

Aktywne serum antycellulitowe: 16,99 zł / 200 ml
Balsam ma lżejszą i bardziej lejącą konsystencję niż jego wyżej opisywany "brat", jednak jeśli chodzi o właściwości to niewiele różni się od swojego poprzednika. Wchłania się równie szybko, nie pozostawia żadnego filmu na skórze. Dobrze nawilża, ale również nie ujędrnia skóry, tym bardziej nie poprawia stanu skóry pod względem cellulitu. Wygładził skórę, stała się bardziej aksamitna, ale nic więcej, poza opisanym wcześniej nawilżaniem, nie zrobił z skórą.

Aktywny balsam antycellulitowy: 14,99 zł / 250 ml oraz 17,99 zł / 400 ml
Pięknie pachnący żel pod prysznic. Kosmetyk ma kolor pomarańczowy z zatopionymi niebieskimi kuleczkami, które nie są wyczuwalne podczas używania. Żel dobrze się pieni, i tak jak pisze producent skutecznie oczyszcza i odświeża skórę. Używanie tego produktu to przyjemność, niestety zapach kosmetyku nie utrzymuje się długo na skórze, jednak jeśli używamy całej serii kosmetyków to balsam, czy serum pomogą zachować nam ten zapach na dłużej. Nie uczula i nie wysusza skóry, pozostawia ją w normalnym stanie - nawilżenia też nie powinnyście się po nim spodziewać.

Antycellulitowy żel pod prysznic: 9,99 zł / 250 ml
Bardzo lubię wszelkiego rodzaju peelingi i ten kosmetyk pod żadnym względem mnie nie zawiódł. Ilość drobinek ścierających jest spora, a same drobinki są duże i ostre - takie jak w peelingu cukrowym. Zapach jest kremowy, nie utrzymuje się długo na ciele. Bardzo dobrze radzi sobie z wszelkimi suchymi skórkami na ciele. Po użyciu tego kosmetyku używałam balsamu z tej serii i skóra była zdecydowanie bardziej nawilżona i odżywiona, bez suchych skórek, aksamitna  w dotyku i bardzo miękka. Na pewno wrócę do tego peelingu ponieważ wg mnie jest bardzo dobry - wiadomo, że nie pobije peelingu kawowego własnej roboty, jednak jeśli chodzi o peelingi drogeryjne to ten zdecydowanie się wyróżnia spośród ich asortymentu.

Antycellulitowy peeling myjący: 11,99 zł / 200 ml
Przyzna szczerze, że nie używałam tej maski wg zaleceń z opakowania, gdzie napisane jest aby całość saszetki nanieść gruba warstwą na miejsca objęte cellulitem i pozostawić na około 15 min, a pozostałość po tym czasie wmasować. Ja używałam tego produktu jedynie na uda tak jak balsamu do ciała. Kosmetyk ten ma najbardziej zbitą konsystencję spośród nawilżaczy z tej serii - określiłabym tą konsystencję jako typową dla maseł do ciała. Niewielka ilość dobrze się wchłania i nie pozostawia żadnego filmu na skórze, a saszetka wystarczyła na 5 użyć na same uda. Skóra była przyjemnie nawilżona, gładka, napięta. Oczywiście nie zauważyłam działania antycellulitowego, bo tez nie używałam go wg zaleceń producenta. Jednak 5 zł za jednorazowy "zabieg" na nogi to wg mnie za dużo, tym bardziej, że jak już wcześniej pisałam nie wierzę w działanie takich kosmetyków. Myślę jednak, że po wysiłku fizycznym ta maska bardzo fajnie się sprawdzi.

Antycellulitowa kremowa maska do ciała: 4,99 zł / 25 ml

22.11.2013

Nietuzinkowy prezent ślubny.

Witajcie! Tak jak obiecałam wrzucam Wam pomysł na prezent ślubny, skromny upominek, aby nie było nudno - czyli odchodzę od pomysłu kartki z pieniążkami :) chciałam żeby Młoda Para miała jakąś pamiątkę od nas. 

Na początku nie miałam pomysłu na prezent, a nie chciałam dawać kompletu sztućców, czy sprzętu AGD, bo to wszystko strasznie oklepane, poszłam więc w inną stronę: personalizowanie ręczniki, które wykonała dla mnie Edyta z Nietuzinkowo. Kolor biały wydał mi się najrozsądniejszym pomysłem, a haft wykonany jest czerwoną nicią - na dużych ręcznikach są imiona Państwa Młodych, a na mniejszym jest data ich ślubu.

Państwo Młodzi prosili w zaproszeniu, aby zamiast kwiatów uraczyć ich winem, sama uważam, ze to super pomysł! Kwiaty zwiędną, a wino można pić i wspominać swój ślub i wesele :) tak samo podobają mi się akcje zbiórki zabawek dla dzieci. Postanowiłam więc przygotować ciekawą dekorację butelek - nie jest to mój autorski pomysł, moja siostra tak właśnie stroiła butelki wódki weselnej. 

Powiedzcie mi co sądzicie o moim pomyśle? PS. Kartka jest robiona obecnie więc niestety nie mam jeszcze jej zdjęć.

12.11.2013

Zoya PixieDust Fall 2013 - Carter

Znowu milczałam jakiś czas, będzie trzeba to nadrobić, z wielką chęcią pokażę Wam jaki lakier podbił moje serce. Pokażę Wam dzisiaj jaki manicure mam obecnie na paznokciach - nie jestem osobą, która ma nieprzeciętne zdolności w malowaniu paznokci, więc będzie raczej bez szału:
Niedawno spotkałam się z Anią z bloga B for Beautiful Nails, pokazywałam Wam na fan page bloga czym się zajmowałyśmy. Ale przypominam tutaj zdjęcie Ani robiącej zdjęcia na bloga - inne niż na fan page :)
Obie miałyśmy pomalowane paznokcie tym samym lakierem - cudownym Zoya PixieDust z serii Fall 2013 w kolorze Carter. Jest to fioletowy (fioletowo-grafitowa baza) piasek z glitterem koloru fuksji. Jest cudowny! Zdecydowanie przyciąga uwagę, wiele osób pytało mnie co mam na paznokciach. Po wyschnięciu lakier bazowy staje się matowy, jedynie brokat się "świeci". Pierwsza warstwa lakieru schnie szybciutko, druga troszkę dłużej - taka ilość lakieru pozwala na dokładne pokrycie płytki. Gdy akier zaczyna tracić fakturę piasku to można pomalować go lakierem bezbarwnym, który wg mnie wydobywa z bazy więcej fioletu :)

Jeśli pamiętacie jeszcze moje lakierowe posty (niezbyt dużo ich było w karierze bloga) to wiecie, że lakiery raczej nie trzymają się mojej płytki, ten na szczęście zaczął się ścierać tylko na końcówkach i wczoraj byłam zmuszona coś z tym zrobić i wyszło coś takiego jak wyżej.

Dzięki temu zdobieniu mogłam zobaczyć, czy są problemy z jego zmyciem - większych problemów nie ma. Jak widać żeby go odświeżyć wystarczy pomalować go bezbarwnym lakierem - jeśli się nie starł zbyt mocno. A wszystkie starte końcówki zabezpieczyłam czarnym lakierem, a na koniec pomalowałam również bezbarwnym lakierem - nie uważam się za speca od manicure ale z takimi paznokciami można wyjść do ludzi :) przynajmniej nie widać startych końcówek. Zdecydowanie lepiej wyglądałoby pomalowanie końcówek czarnym lakierem w koncepcji frencha - ale nie mam obecnie pasków do robienia takiego manicure a na pewno nie poradziłabym sobie z malowaniem ich "od ręki" :)

A teraz czas na zdjęcie samego lakieru :) (nie umiałam odpowiednio ustawić aparatu i większość zdjęć wyszło bardzo rozmazanych, to jedno jest takie w miarę okej)
A na koniec chciałabym pokazać Wam jaka piękna jest cała kolekcja jesiennych piasków Zoya:

6.11.2013

DENKO: Październik 2013

Witajcie :) początek kolejnego miesiąca jest tradycyjnie podsumowaniem. Dzisiaj notka o denku, a jeśli jesteście ciekawe to pojawi się również notka z akcją przeżyj miesiąc za 50 zł - z 2 miesięcy, ponieważ ostatnio jej nie opublikowałam, więc, czy wydałam więcej niż określona kwota w akcji dowiecie się za niedługo.
W tym miesiącu zużycia są przeciętne, jedynie kosmetyki używane codziennie, o większości już pisałam na blogu, o kilku notka pojawi się w ciągu kilku najbliższych dni. Oczywiście podaj krótką charakterystykę produktu, oraz odsyłam do pełnej notki, jeśli taka pojawiła się na blogu.
1. Blend-a-med, 3D White.
Moja ulubiona pasta do zębów, miałam różne warianty, nie zmienię na inne. 

2. Lirene Aktywny balsam antycellulitowy.
Notka pojawi się w najbliższym czasie.

3. Lirene Antycellulitowy żel pod prysznic.
Notka pojawi się w najbliższym czasie.

4. Timotei with Jericho Rose Szampon Moc i Blask.
Szampon pięknie pachnie i spełnia swoje zadanie w pełni - dla mnie taki produkt ma myć włosy i z tym sobie doskonale radzi ten kosmetyk. Pełna recenzja pojawiła się TUTAJ.

5. Oceania Shower Gel Anti Stress.
Żel pod prysznic o zapachu lawendy i patchuli. robi wszystko czego wymagam od żelu pod prysznic - myje, nie wysusza i jest śmiesznie tani - idealny gdy musimy oszczędzać.

6. Bath & Body Works - gentle foaming hand soap.
Mydło do rąk, które dostałam na spotkaniu blogerek. Nazwa kitchen lemon jest jak najbardziej na miejscu - pachnie podobnie do płynu do mycia naczyń. Atomizer zamienia żółty płyn w delikatną piankę do mycia rąk. Zapach utrzymuje się dosyć długo na dłoniach, a sam produkt dobrze myje dłonie, radzi sobie z tłustymi plamami na rękach.

7. Lirene Youngy 20+ pianka myjąca do twarzy i oczu.
Pianka średnio radzi sobie z kosmetykami wodoodpornymi, a nawet ze zwykłym eyelinerem, czy tuszem do rzęs. Jedynie zmywa delikatny makijaż. Nie wysusza buzi i nie pozostawia żadnego filmu na buzi. Pełną recenzję tego produktu znajdziecie TUTAJ.

8. Żel do higieny intymnej - Joanna NATURIA - Ekstrakt z kory dębu.
Żel ma zapach...leśnego odświeżacza powietrza + mydła. Nie przeszkadza mi ten zapach, ale nie każdemu będzie on pasował. Jednak uważam, że produkty takiego typu powinny być bezzapachowe. Konsystencja okej i dobrze się pieni. Dobrze myje i odświeża, nie podrażnia i nie wysusza. Recenzja pojawiła się TUTAJ.

9. Spirytus salicylowy. (2 buteleczki)
Do czego i dlaczego używam tego produktu zdradzę Wam za niedługo.

10. NailTek II.
Zestaw, który podbił moje serce. Niestety zgęstniał i nie nadaje się już do użytku, obecnie doraźnie używam Eveline 8w1 ale moje paznokcie są już w dużo lepszym stanie. Pełną recenzję produktu znajdziecie TUTAJ.

11.  L`Oreal - Casting Creme Glos, odżywka ochrona i blask. 
 Odżywka dołączana do farby, bardzo fajna, jej zapach utrzymuje się bardzo długo na włosach, zdarzało mi się umyć głowę następnego dnia a zapach odżywki dalej był na włosach wyczuwalny bardziej niż szamponu, którym tego dnia myłam głowę! Pomaga przy rozczesywaniu włosów, nie odciąża ich, wydobywa z nich piękny blask. Włosy są aksamitne, miękkie w dotyku.

12. Sylveco Lekki krem brzozowy.
Świetny kosmetyk, nawet dla osób męczących się z trądzikiem, dobrze nawilża, nie zapycha, świetnie nadaje się pod makijaż. Pisałam jego recenzję jakiś czas temu - TUTAJ ją znajdziecie. Gdy wykończę zapasy kosmetyków na pewno do niego wrócę.

13. Biovax A+E serum wzmacniające.
Serum pomagało w rozczesywaniu włosów. Przy regularnym stosowaniu włosy stały się bardzo "sypkie" i miękkie, aksamitne w dotyku, błyszczące zdrowym blaskiem. Serum nie powodowało nadmiernego przetłuszczania się włosów. Nie miałam problemu z rozdwajającymi się końcówkami więc nie wiem jak serum sobie z nimi radzi. Ogólnie jestem bardzo zadowolona z serum, dało lepsze efekty niż typowy jedwab do włosów. Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.

PRODUKTÓW PEŁNOWYMIAROWYCH:  14
PRÓBEK: 1

A jak Wasze zużycia z poprzedniego miesiąca?